Czarek Samuel K.

poniedziałek, 13 września 2010

wiersz o zamarłym sercu







Schwytany przejrzystością słów
stenogram przekleństwa
pękająca blizna
która otwiera klatkę piersiową
Bierzesz w dłonie zamarłe serce

Trudno się przyznać
trudno patrzeć i widzieć

Spożywanie dni
żyzność chleba
niczego nie wyjaśnia
jedynie wzywa cię żywcem

Popijasz więc ze szklanki truciznę
i spokojnie się nią upijasz




Hieronim Korcz




   Nazbyt dzika jak się okazało nieznajoma ostro parła i Hieronimowi Korczowi nieoczekiwanie pękła prezerwatywa. Gdy to spostrzegł pośpieszył do innej kabiny uwolnić emocje. Zrobił się tęgi smród i Hieronim Korcz zapragnął już tylko świeżego powietrza.
   Wychodząc i płacąc babci klozetowej rzekł nieco spąsowiały – No i masz babo placek. Babcia pokiwała głową – ojojoj – odpowiedziała - jak nie urok to sraczka. Po czym niespiesznie udała się czynić gaik w wychodku.


niedziela, 12 września 2010

wiersz o spóźnieniu







Mówisz że zawsze się spóźniam
wyprzedzają mnie dni i wszystko co z nimi
sól po osuszonym na skórze pocie
i nawet moje ślady
odciski stóp w skale i w wodzie
są przede mną

Moje słowa zanim zabrzmią rozpadają się
jak brzęczenie much na wietrze
zamiar zapisania ich w dotkniętych chaosem nośnikach
zamienia je w ciszę
chociaż nadal tęsknią za brzęczeniem much w słońcu
chociaż jeszcze pragnę by były choć tym brzęczeniem

Mówisz że jeśli patrzę przed siebie
patrzę zza poprzedniego horyzontu
a kiedy chcę zasiać ziarno w ziemię
w dłoniach mam spleśniały chleb
jakbym bał się najmniejszym gestem cokolwiek wyśpiewać
i może cokolwiek zrozumieć

Mówisz że gdy zaczynam modlitwę
stawiam samotność zamiast amen
w pustkę po niej
a kiedy wybieram się w podróż z okna na piętrze wysokim
ku betonowi chodnika pod oknem
w miejscu chodnika stygnie już tylko twarda nicość




sobota, 11 września 2010

wiersz o ufności zdrapany z szyby




ta moja ufność
zdrapana paznokciami
z szyb w oknach i z odbić na szybach
z twarzy chodziarzy z luster w ich oczach
wbita godzinami
w dni i w codzienność
jak oddech

jakże ja cenie
że nie zwracacie uwagi
na obroty mojego świata bezwiedne
na jego katastrofy i tąpnięcia
przewidziane gdzieś przez kogoś kiedyś
ufam
że jesteście zawsze obok gotowi na nic
a to znaczy na wszystko

bo musisz wiedzieć
że moja ufność jest zawsze tam
gdzie ty jesteś
ale jej wzór piszę patykiem
na piasku jakiejś plaży o której nic nie wiesz
by zmywały ją fale
i by była jak tropy ryb w morzu
pracowicie dobywane siecią
i jak tropy ptaków na wietrze
znaczone ich niepotrzebnym krzykiem


Hieronim Korcz




   Było święto. W związku z tym Hieronim Korcz staranniej wybrał krawat. Nawet kawę wypił przy stole, nie zaś jak zwykle w fotelu. Potem postanowił, że umyje filiżankę nie zostawiając jej zgodnie z przyzwyczajeniem w zlewie na lepszy czas.
   W tym właśnie momencie przypomniał sobie, że ma jakieś ważne sprawy i że to wielkie szczęście, to wolne w pracy. Hieronim Korcz zostawił więc umytą filiżankę w kuchni i lekkim truchtem pobiegł do WC, by spokojnie zastanowić się tam w trakcie wiadomych czynności, co też to za ważne sprawy stoją przed nim tego wyjątkowego dnia.
   Galopując przez salom Hieronim Korcz podśpiewywał bardzo świątecznie hejże ho! i niemrawo wymachiwał rękami bo coś mu strzykało w lewym barku.



piątek, 10 września 2010

wiersz pokutny






O nocy
pomóż zasnąć
niech mrok mnie ciągle nie budzi
niech nie krzepnie we mnie z trzaskiem
w te swoje purpurowo czarne kryształy

Przyszedł nie wiem skąd
niepostrzeżenie
usiadł na brzegu łóżka
podał mi kubek wody
Dasz radę – powiedział
nie jesteś sam
mnie to tak samo jak ciebie boli
Potem wstał i odszedł z opuszczona głową
schyloną w ramiona
przed siebie




środa, 8 września 2010

Rosz HaSzana




Dziś o zmierzchu 1 tiszri 5771 roku. Rosz Ha-Szana.

Rosz Ha-Szana i Jom Kipur

   Kiedyś, w późny wieczór letni, rabbi Icchak Meir przechadzał się ze swoim wnukiem po dziedzińcu uczelni. Księżyc był na nowiu, zaczynał się pierwszy dzień miesiąca Elul. Cadyk zapytał, czy dęto dziś w róg, jak to należy czynić na miesiąc przed Nowym Rokiem. Po czym rzekł: "Kiedy ktoś jest przywódcą, musi mieć wszystko, co potrzeba: uczelnię i pokój, i stoły, i krzesła, ktoś musi być zarządcą, ktoś służącym i tak dalej. I wtedy przychodzi zły przeciwnik i wyciąga tkwiący najgłębiej punkcik, a wszystko inne pozostaje nadal jak było, i koło kręci się, tylko brak tego najgłębiej tkwiącego punkcika". Rabbi podniósł głos: "Ale z Bożą pomocą nie wolno dopuścić, aby to się zdarzyło". [Buber M., Opowieści chasydów,]

   Rabbi Icchak Meir z Góry Kalwarii wskazał na "tkwiący najgłębiej punkcik" - punkt, z którego wyrasta cały żydowski świat; na tajemnicę tego, co dzieje się między Bogiem a człowiekiem. Między Bogiem a duszą ludzką. Straszne Dni (Jamim Noraim), czyli Dziesięć Dni Pokuty (Aseret Jemaj Tszuwa) to czas sądu Boga nad światem i ludźmi, szczególny okres pokuty i skruchy (hebr. tszuwa - wyznanie winy i wyrażenie żalu). Intymnie przeżywany, zajmuje najważniejszy odcinek okręgu symbolicznego koła wieczności i cyklu życia, ponieważ wtedy właśnie odradza się ono duchowo i religijnie. Dni Pokuty przypadają na tiszri - siódmy miesiąc kalendarza hebrajskiego. Rozpoczynają się pierwszego tiszri, w Nowy Rok (Rosz Ha-Szana), w Polsce zwany również, jak w tytule znanego obrazu Aleksandra Gierymskiego, "świętem trąbek", a kończą dziesiątego, w Dzień Pojednania (Jom Kipur). Tego dnia Mojżesz przyniósł Izraelitom drugie Tablice Praw - znak przebaczenia Boga za grzech "złotego cielca".

   Cały poprzedni miesiąc elul przeznaczony jest na to, by człowiek poprzez pokutę przygotował się do przyjęcia Bożego wyroku, który zgodnie z tradycją żydowską zapada pomiędzy Rosz Ha-Szana a Jom Kipur, przedłużając życie ludzkie na następny rok lub kończąc je w czasie jego trwania. W tym czasie, jak czytamy w pismach chasydzkich, nawet "ryba drży w strumieniu".

   Cytowana opowieść przypomina, że od pierwszego dnia miesiąca elul - tak jak w Nowy Rok (za wyjątkiem sytuacji, gdy któryś z dni Rosz Ha-Szana przypada na sobotę, co wyklucza użycie rogu) i na koniec Dnia Pojednania - należy słuchać szofaru (to micwa, obowiązek Żyda), rogu baraniego, z którego muszą wydobywać się ściśle określone tony. Barani róg upamiętnia ofiarę Abrahama (rogi wołu czy krowy jako symbole grzechu "złotego cielca" nie mogą być użyte), jego krzywa linia oznacza, że człowiek ugina swą wolę przed Bogiem, a dźwięki jak gdyby otwierają bramy Nieba, symbolizują Boże miłosierdzie oraz budzą ludzkie sumienia i wzywają do skruchy. Jak czytamy w jednym z opowiadań Icchoka Pereca, "po dęciu w szofar piorun traci na cały rok władzę nad nami..."...

   Rabbi Pinchas powiedział: "W Nowy Rok Bóg trwa w ukryciu, które zwie się > zasiadaniem na tronie < i każdy może Go widzieć zależnie od własnego usposobienia: jeden w płaczu, inny w modlitwie, a znów inny w pieśni pochwalnej". [Buber M., Opowieści chasydów,]

   Rabbi Pinchas z Korca, uczeń Baal Szem Towa, przywołał wywodzącą się z Tory, tradycyjną myśl o Bogu zasiadającym na tronie, by zdecydować o losie każdego człowieka. Ten - w płaczu, modlitwie lub w pieśni pochwalnej - "widzi" Go wtenczas jako Króla Światłości, przed którym otwarte są trzy księgi: życia, śmierci oraz ta przeznaczona dla wszystkich oczekujących jeszcze przez dziesięć dni pokuty na rozstrzygnięcie swego losu. W myśl żydowskiej tradycji należy myśleć o sobie jako o jednym z tych ostatnich i od Dnia Sądu (Yom Ha-Din), bo i tak nazywany jest Nowy Rok, skruchę swą uczynić jeszcze bardziej szczerą. Ma to również przypominać o nadejściu kresu życia, takiego, jakim znają go ludzie, o początku ery mesjańskiej i o Dniu Sądu ludzkości.

   Rosz Ha-Szana jest więc czasem, w którym człowiek przeżywa swą duchową odnowę oraz pozostaje świętem upamiętniającym początek aktu stworzenia świata przez Boga (stąd też od pierwszego tiszri rozpoczyna się żydowski nowy rok); świata widzianego jednocześnie w perspektywie eschatologicznej (hebr. acharit ha-jamim, czyli "koniec dni"). W modlitwach przeznaczonych na Nowy Rok podkreśla się to, że Bóg jest Stwórcą, Królem i Sędzią wszystkiego, co powołał do życia. Nawiązują one do trzech zasad judaizmu: wiary w Boga, w karę bądź nagrodę, jakie przeznacza On dla ludzi, oraz w objawienie (to dźwięk rogu oznajmił, że Tora została dana Hebrajczykom na górze Synaj).

   Ważna jest symbolika potraw, które spożywa się podczas uroczystej kolacji pierwszego wieczoru Rosz Ha-Szana. Odmienna niż w inne święta, okrągła chała, którą stawia się na środku stołu, oznacza pełnię, pomyślność oraz kolisty roczny cykl żydowskiego życia. Kawałki ciasta macza się w miodzie, tak jak i plasterki marchwi oraz jabłek, by następny rok był pomyślny, równie "słodki". Konieczne są daktyle, bo zgodnie z ich hebrajską nazwą (tamar) w czasie, który nadchodzi, "skończy się gorycz". Podaje się również rybę z zachowaną głową, gdyż Rosz Ha-Szana jest jakby "głową roku" (hebr. rosz - głowa), a jedno z życzeń noworocznych brzmi: "Niechaj Bóg sprawi, żebyśmy byli głową, a nie ogonem", symbolicznym początkiem a nie końcem spraw nadchodzącego czasu. Z Rosz Ha-Szana związany jest także XIII-wieczny obyczaj taszlich (hebr. "wyrzucisz"), który odnosi się do słów Księgi Micheasza i kabalistycznego Zoharu. W noworoczne popołudnie Żydzi idą nad rzekę czy jezioro i z kieszeni wyrzucają do wody okruchy chleba - symbolicznie oczyszczają się z grzechów.

   Pod koniec Dnia Pojednania rabbi Lewi Icchak powiedział do jednego ze swoich chasydów: "Wiem o co modliłeś się w to święto. Wczoraj z wieczora prosiłeś Boga, żeby te tysiąc rubli,które zarabiasz w ciągu całego roku, dał ci od razu z jego początkiem, a wtedy kłopoty i trudy związane z interesami nie będą ci przeszkadzały w nauce i w modlitwie. Ale rankiem pomyślałeś, że jak od razu dostaniesz te tysiąc rubli,to z pewnością zaczniesz jakiś wielki interes i że to ci zajmie dużo czasu; poprosiłeś więc, żeby dostawać te pieniądze co pół roku. Ale przed modlitwą końcową i to wydało ci się niezbyt korzystne, i pomyślałeś, że lepiej by było dostawać pieniądze co kwartał,aby tym sposobem móc bez przeszkód uczyć się i modlić. Ale skąd wiesz, że Niebo potrzebuje twojej nauki i twojej modlitwy? Może właśnie trzeba Mu twoich trudów i kłopotów?"

   Rabbi Lewi Icchak z Berdyczowa zadał swemu uczniowi pytanie, które miało zmienić jego sposób myślenia o życiu i zbliżyć go do istoty największego święta żydowskiego, stanowiącego kulminację Dziesięciu Dni Pokuty - do Jom Kipur. Trudy i kłopoty człowieka są może Bogu potrzebne, powiedział rabbi, by - jak można dodać - ludzie żyli głębiej i pełniej, byli bardziej zdolni do wewnętrznej odnowy oraz - jak twierdzą niektórzy komentatorzy - by zaznali tej najdrobniejszej cząstki bólu swego Boga.

   Jom Kipur to wyjątkowy dzień w roku, ponieważ jedna ludzi z Najwyższym. Dwudziestopięciogodzinny post sprzyja duchowemu oczyszczeniu i przygotowuje do pojednania. Nie wolno wtenczas pracować, jeść ani pić. Bóg przebacza człowiekowi te grzechy, których ten dopuścił się wobec Niego, natomiast o wybaczenie wykroczeń względem ludzi trzeba prosić ich samych. Talmud mówi: Jeśli kto powiada: Zgrzeszę i odpokutuję, i znowu zgrzeszę i odpokutuję - nie będzie mu dana możność odbycia pokuty. Jeśli powiada: Zgrzeszę, a Jom Kippur mnie oczyści i odpuści, tego Jom Kippur nie oczyści, temu nie odpuści. Przekroczenia człowieka wobec Stwórcy Jom Kippur oczyszcza i odpuszcza. Przekroczeń człowieka wobec drugiego człowieka Jom Kippur nie oczyści i nie odpuści, dopóki nie przebłaga on bliźniego.[Jomma 8]

   Modlitwy w synagodze rozpoczynają się od śpiewu Wszystkich Zobowiązań (Kol Nidre), czyli prośby o zwolnienie ze wszelkich niedotrzymanych przyrzeczeń wobec Boga. Zmarłych krewnych wspomina się poprzez odmówienie Izkor (hebr. "Wspomnij", "Pamiętaj"), grzechy wyznaje się intonując Aszamnu (hebr. "Zgrzeszyliśmy"), po czym błaga się Boga o miłosierdzie. Po południu czyta się Księgę Jonasza, zgodnie z którą Najwyższy wybacza wszystkim tym, którzy prawdziwie przeżywają skruchę. Neila (hebr. "zamknięcie") jest modlitwą zamykającą, bo podczas jej odmawiania jak gdyby zamykają się bramy Nieba.

Leszana towa tikatewu wetehatemu.
Obyście byli zapisani w Księdze Życia i opieczętowani na dobry rok.






 


Hieronim Korcz




   Hieronima Korcza obudziła głęboka świadomość ogromu swoich przewin wobec bliźnich. Zatroskany tym ogromnie siedząc na brzegu łóżka zaczął przyglądać się swojemu haniebnemu, nikczemnemu, niegodnemu i grzesznemu życiu. Widok był wstrząsający.
   Hieronim Korcz uznał, że nadszedł czas pokuty, błagania o wybaczenie i zadośćuczynienia. Ponieważ jednak spieszył się do pracy, w drodze do toalety podjął decyzję, że zajmie się tym nieco później, w jakiejś stosowniejszej chwili. Zaraz potem, kiedy wędrował do łazienki urzekła go myśl, że przecież Rosz Haszana jest także za rok, i uśmiech powrócił na jego zatroskaną twarz.
   I w tym momencie Hieronimowi Korczowi zabrzmiał leitmotiv na dzisiejszy dzień - fafrocle i marcepany.


wtorek, 7 września 2010

wiersz o latawcach i o nieszczęśliwej podróży








Braliśmy jakiś zakręt
Moje prawe skrzydło objęło w posiadanie
nie przejechane jeszcze przestrzenie
sezonowo i geometrycznie umykających pejzaży

Zamknięta za szybą powietrza
mówiłaś chyba
boję się jastrzębi
nie zidentyfikowanych obiektów
i pierwszego uniesienia

Ty zaplanowana ze mną nieszczęśliwa podróż
nawet gdyby nam przyszło ją w tobie
i we mnie raz jeszcze rozpalić

Ja czoło burzy
może zwalista wyobraźnia
każę ci wziąć głęboki oddech
zanim wypukłość kropli pęknie
ciężarem z niejasnego powodu

Trzeba pokonać miejsce
w którym stoisz wbrew przypadającym tobie hierarchiom
oczu języka i dłoni
Trzeba wypuścić latawce do pustych obszarów
mieszane trawy liter z wierszy
wtedy zaszumią ci miłość trwającą wiecznie
nie zmąconą oddechami i potem męża

Nie ma w nas twarzy
co będzie już było
pionowe słońce i ciemność na przemian
Całe dziedzictwo twoich genów
to płomień coraz dalszy i zimniejszy
przywołujący cienie większe i bardziej zbłąkane
to potęgujące się odejmowanie
istnienia wysoko sklepionego
nic złego nic dobrego
Boga

Sowa nocny snajper
z przeciągłym hukiem rozstrzelała w nas powietrze
Jeszcze szczytujemy tę samą figurę
na wpół zasypując się niezdobyta przestrzenią
na wpół w swoich ciemnościach
identyfikujemy co nasze






Hieronim Korcz




  Zbliżała się 6 po południu, koniec biurowej gehenny, koniec biurowej dniówki. Hieronim Korcz zajmował jak co dzień pole position. To był najbardziej tragiczny punkt jego postawy.
   Hieronim Korcz zajmował pole position do startu na następną biurową dniówkę. Myślał czasami pytająco – Perpetuum mobile?... 



poniedziałek, 6 września 2010

wiersz o pewnym miejscu na moście






patrz idzie przez most nad Odrą
ma oczy wilgotne i wilgotne usta
i serce które niestrudzenie bije
w nim
zobacz on
razem z tobą układa ręce
na tym maleńkim kawałku
mostu
ciepłym od słońca
patrz dalej
on to ty i ja
i ja jestem tobą




niedziela, 5 września 2010

wiersz o wesołych facetach






Może się jeszcze uda
z dwojga dawnych stóp wydobyć
tą zapomnianą drogę
Nam powszednim i prowincjonalnym
na lewą stronę słowa
sprosić głodnych nieobecnych
zamigotać światłem
tym co bez własnego zdania i bez swojego cienia

Może jeszcze się uda
kiedy przyjdzie ten moment nadziei
i ze śmiechu pęknie
stu wesołych facetów






Hieronim Korcz




   W tv powiedzieli, że miało nie padać, a padło na Hieronima Korcza oczywiście. Przyjął to ze stoickim spokojem bo to nie pierwszy raz.
   Hieronim Korcz obiecał sobie po raz kolejny, że już nigdy nie będzie biegać pod drzewami, na których siadają ptaki. Po chwili namysłu wypadł gwałtownie spod nich, z deszczu pod rynnę...


sobota, 4 września 2010

wiersz o wzorach całkiem niesymbolicznie







Rysujesz palcem wzory
na godzinach i minutach na dniach
jak na szybie okna w domu
całkiem niesymboliczne
niczym bezwiedne bazgroły w notesie
na niemożliwie nudnym sympozjum
w niemożliwie nudnym mieście

Te nic nie znaczące
wzory rysowane dłońmi
na skórze dnia
to twoje życie

Czasem w nich dostrzegasz
wszystkowidzące oko
a czasem jakby zarys motyla
niesionego wiatrem i słońcem
wskroś przez pyszczek jaszczurki
w spokojny sen





piątek, 3 września 2010

wiersz o ciszy




Jeśli mam tyle ciszy
że mi ptaki nie śpiewają nad trawami
i nie słyszę płatków gwiazd spadających w otwarte dłonie
takiej ciszy od której bezdźwięcznie pękają szyby
a muzyka Rolling Stonesów grzęźnie w garści sadzy jak w uszach trupa

To po co mam
ciszę w której żadne słońca ni księżyce
nie skwierczą w oczach uczepionego lotu z Tarpejskiej Góry
ani w oczodołach Golgoty w których nie ma oczu
ciszę która w zakrzepłym ścierwie serca oplata martwą krew

To może mam ją
żeby gołymi rękami bezkarnie zadusić bo nim ucichnie nie krzyknie







Hieronim Korcz




   Hieronim Korcz nadal cierpiał na grypę, bardzo cierpiał. W zasadzie umierał i był skłonny dostrzegać u siebie symptomy agonii.
   Ponieważ już nic mu nie pomagało w sposób zdecydowany i widoczny, poprosił by nie pisać o nim więcej postów na blogu. Oświadczył, że skoro nic innego mu nie pomaga, może więc to? Podejrzewał, że go obgadują i naśmiewają się z nieszczęścia, jakim było całe jego życie. A to nie jest obojętne dla jego cierpienia i woli walki z chorobą o to swoje życie, jakże marne, acz jedyne jakie miał.


czwartek, 2 września 2010

wiersz o nieczytelnych twarzach i o podróży wśród nich






Jak tamci milczący biegniesz
stopami znaczysz nieznaną ziemię
skały stromymi stokami od dolin
przeciwko krwi i mięśniom
przeciwko oddechom

Nie dotrzesz tam pierwszy
nie pierwszy przekażesz im ostateczne słowo
Bezsilność porazi wszystkie przestrzenie
nawet pełzanie węża podstępu
stanie się nieracjonalne

Niekompletny o nieczytelnej twarzy
jesteś słaby i nic w tobie nie ma prócz klęski
W kluczach gwiazd czujesz łopotanie nieba
w końcu zaczynasz rozumieć
ale już uszła ci cała energia
z większej czy mniejszej przyjemności istnienia

Chociaż zapadłeś już głęboko
w struktury ziemi
jeszcze nic nie wiedzą o tym horyzonty

Budzisz pod powiekami twarze z ciemności
one także nie pokrzepiają
i cichnie wewnątrz ciebie aplauz
jak niezapłacona klaka
Więc milcząc jak tamci
przebiegasz dystans zapisany ściśle
w migotaniu twoich stóp

Budzisz jeszcze twarze bliskich
ale one są tylko
jak głaskanie amputowanej nogi




Hieronim Korcz




   Hieronim Korcz nigdy nie przypuszczał, że dożyje tej chwili. Koledzy z lodowiska zaczęli obejmować intratne posady rządowe. W wyrazie rozpaczy wyrzucił telewizor przez okno.
   W ten sposób Hieronim Korcz dożył chwili, w której przestał przypuszczać. 
   Żył dotąd jak żył i wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi miał uczucie, że stał kiedyś na rozdrożu podobnie jak oni. Jednak był wtedy na lodowisku zajęty sobą inaczej bo akurat zwróciła na niego uwagę pewna dziewczyna i niebacznie podał krążek nie temu co powinien. A może w ogóle nie podał i sam strzelił bramkę.


środa, 1 września 2010

wiersz o zatraceniu






Wieczory mkną przed siebie jak zaprzężone w konie
co poniosły przez manowce gwiazd
przez noc
tłuką kopytami opętane bezdrożem
i zatraceniem
pędząc do poranka
który spienione dyszące i drżące
otuli klapkami na oczy i workiem na łeb

O poranku pochylony nad kubkiem kawy
układam myśli jedną do drugiej
sny rozdzielam od marzeń
i skrupulatnie jak księgowy
doliczam do nocy dzień





Hieronim Korcz




   Pytany o różne pogłoski dotyczące jego poczynań i zamiarów Hieronim Korcz w zasadzie nie potwierdzał ich ani im nie zaprzeczał.
   Hieronim Korcz czynił tak przez grzeczność, nie chodziło o to, że nie chciał powiedzieć, zwyczajnie nie wiedział – babka na dwoje wróżyła... a tarota nie rozumiał ni w ząb i choć stawiał, nie potrafił nic z niego odczytać.