Czarek Samuel K.

wtorek, 11 października 2011

wiersz o nieobecności









Między granicami galaktyk kontynentów
i miast – droga ewokacja niepokoju

Każdy żołnierz jest czasoprzestrzenny
biegnie bez twarzy i znaków szczególnych
w głęboko wytrawionych kolorach
główny kierunek
zawsze wyjmowany jest prosto z lufy
aż po wymiar wydarzenia
wystarczy wziąć do ręki kamień
zamach ramienia przedłuża się w zamach stanu

Wykopane kości zaginionych wojowników
odnajdują się w każdej wrzawie bitewnej
krótkie wzmianki wychodzą muszlami
z mórz mikrozapomnień
wszystko czyta się z hieroglifów

Nieustannie przymierzamy się do własnej tożsamości
w zwanym międzyczasie
wieki stają się na powrót starsze od umarłych

Komuś wydłubano oczy
mimo to nadal widzi niejedno
komuś ścięto głowę
mimo to pojawi się niebawem
wzięta z kamiennej fasady
niemal z marszu albo prosto z gorącej linii
przekonań i strzałów
bo wieczne odpoczywanie regeneruje się
przez Apokalipsę







poniedziałek, 10 października 2011

non mortis





Człowiek, kiedy staje wobec choroby nowotworowej, doświadcza przede wszystkim zrazu niedowierzania, a potem obezwładniającego lęku, pyta – ile mi jeszcze czasu zostało. A czas, to jedyny oręż jaki mu pozostał, właśnie czasu nie można trwonić, ani chwili, bo ta choroba jak żadna, nigdy nie czeka.

     Nie jest tak, że podejmuje się walkę z chorobą. Poddanie się leczeniu, aktywna współpraca z lekarzem, przestrzeganie zaleceń, zaufanie do lekarza, przekonanie o słuszności podejmowanego działania, to wszystko chroni energię, jest ważne. Jednak to, co najważniejsze, to walka ze sobą.

     Człowiek dotknięty rakiem zostaje sam z chorobą, dla bliskich i znajomych to temat tabu. Nikt z otoczenia nie chce przyjąć do wiadomości, że choroba uniemożliwia udział w życiu na normalnym poziomie aktywności. Przecież to nie zawał, po którym trzeba na siebie uważać, nie wylew i po nim częściowy paraliż, to tylko śmierć w duszy i w rękach.

     Człowiek chory na raka musi podjąć walkę ze sobą, ze swoimi myślami, paraliżującym lękiem, słabością, z poddaniem się stracie, z niewiarą. Musi przyjąć i zaakceptować swoją słabość, i wynikające z niej ograniczenia, a jednocześnie chronić resztki energii do aktywnego leczenia, chronić przed apatią, depresją, zniechęceniem, bezsilnością, a zwłaszcza przed trwogą.

     Każdy zdaje sobie sprawę z nieuchronności śmierci, każdy wie, że go spotka, kiedyś, jakaś. Może jutro, a może za czterdzieści lat, po co więc sobie tym zaprzątać codzienność. Rozmyślania na ten temat są jałowe i bezowocne, rozmyślania o niewiadomym. Jeśli jednak człowiek dowiaduje się, że jest chory na raka, niewiadome staje się wiadomym. Nie myśli już, że kiedyś, myśli o najbliższej zimie, a może o wiośnie, albo lecie, tym, co będzie niebawem. Każdy gest, każde słowo, każdy czyn staje się bardzo ważny, rodzi się obawa przed nieodwracalnie dokonanym, czasem paraliżuje niemoc z tym związana.

     Do niedawna obca, stanowiąca temat tabu śmierć zaczyna na człowieka patrzeć z lustra, zapełniać dni i noce, jawę i sny. To tu trzeba podjąć walkę, ze swoją psychiką, nie z chorobą. Ochronić w sobie wolę życia, tę tęsknotę i dogłębne przekonanie, że nie, że jeszcze się nie nażyłem, że jeszcze do zimy, może do wiosny, albo do lata, a może jeszcze rok.

     Nasuwa się banalne pytanie. - Czy kiedy nie można mieć, czego się chce, można zadowolić się czymś gorszym? Każdego dnia na nowo, człowiek chory na raka podejmuje walkę z bezsilnością i brakiem woli. Dzień za dniem, bez chwili wytchnienia.




Armand Amar - Home - Life I

piątek, 7 października 2011

Szabat Szabatów - Jom Kippur







     Dziś o zmroku Szabat Szabatów, święto Jom Kippur, Dzień Przebłagania, przypadające 10 dni po Rosz HaSzana, Dniu Sądu, 10 Tiszri, najważniejsze i największe święto judaizmu. 

     Najświętsze miejsce w Świątyni jerozolimskiej Kodesz ha-Kodaszim (Święte Świętych) było małym pomieszczeniem (w kształcie kwadratu o wymiarach cztery i pół metra), w którym znajdowały się Tablice (Świadectwo), oraz złote naczynie z manną i laska Aharona.

     Tak było do roku 586 p.n.e., czyli do momentu gdy przedmioty te zostały zrabowane podczas najazdu na Jerozolimę armii Babilonu pod wodzą Nabuchodonozora. Podczas okresu Drugiej Świątyni (515 p.n.e. - 70 n.e.) Święte Świętych było całkiem puste. Najwyższy Kapłan wchodził do Kodesz ha-Kodaszim tylko raz w roku, w Jom Kipur i wypowiadał (w modlitwie za Israel) Imię Boga.

     Rabin Joseph Telushkin przypomina monolog chasydzkiego rabina ze sztuki teatralnej Anskiego “Dybuk”, który ilustruje emocje związane z tym niezwykłym momentem:


     „Boży świat jest wspaniały i święty. Najświętszą ziemią świata jest Israel. W ziemi Israela najświętszym miastem jest Jerozolima. W Jerozolimie najświętszym miejscem jest Świątynia, a w niej najświętszym punktem jest Kodesz ha-Kodaszim...
Jest w świecie siedemdziesiąt narodów. Najświętszy pośród nich jest lud Israela. Najświętszym pośród Israela jest plemię Lewitów. W plemieniu Lewitów najświętsi są kapłani. Pośród kapłanów najświętszy był Najwyższy Kapłan...
W roku (księżycowym) są 354 dni. Pośród nich są dni święte. Ponad nie jest świętość Szabatu. Pośród Szabatów najświętszy jest Szabat Szabatów – Jom Kipur...
Jest w świecie siedemdziesiąt języków. Najświętszy jest hebrajski. W tym języku ponad wszystko najświętsza jest Tora, a najświętszą częścią Tory jest Dziesięć Przykazań. W Dziesięciu Przykazaniach ze wszystkich słów najświętsze jest Imię Boga...
I raz do roku, o określonej godzinie, te cztery Najwyższe Świętości świata spotykały się ze sobą. Stawało się to w Jom Kippur, gdy Najwyższy Kapłan wchodził do Świętego Świętych i tam wypowiadał Imię Boga.
A ponieważ ta godzina była niewyobrażalnie święta i niezwykła, był to czas największego niebezpieczeństwa nie tylko dla Najwyższego Kapłana, ale dla całego Israela. Gdyż, gdyby w tej godzinie umysł Najwyższego Kapłana nawiedziła błędna lub grzeszna myśl, cały świat zostałby zniszczony”

















czwartek, 6 października 2011

Plato








Jedni obracają w palcach realność
jak obola za którego nie wiadomo
co kupić
inni wymyślają rozważne rządy
choć powinni się schronić
gdyż skwar otacza ateńskie wzgórza
co mądrzejsi udają dziś sofistów
zakreślając koła i trójkąty znaczeń

Ale jeden tylko Sokrates wiedział
i wiele zrozumiał
dostrzegł ich wypchaną sowę
wiedział
za co się wygania filozofów

Dlatego pomny nauczam dzisiaj
o pięknej odwadze
choć Anytos nikczemnik
ciągle węszy zmowę






środa, 5 października 2011

Hieronim Korcz





Kot Hieronima Korcza najwyraźniej bał się swojego futerka. Objawy zaczynały być niepokojące, kot zamiast myć futerko jak to zwyczajny kot, językiem – gryzł je warcząc i prychając. Hieronim Korcz był bezradny. Zastanawiał się, czy śpiący, zwinięty w kłębek kot, jest poza swoim strachem, czy w jego centrum? Problem futerka spędzał mu sen z oczu. Co robić? - Hieronim Korcz zastanawiał się kolejnej pozbawionej snu nocy.
     Kot był czarny, zresztą w nocy wszystkie koty są czarne. Przyglądając się czarnemu futerku, Hieronim Korcz zaczął się go bać. Kot zdawał się być wobec tego strachu obojętny, albo bezsilny, w każdym razie spał twardo.
     Hieronim Korcz rozważał różne warianty działań, uznał bowiem, że przyszedł czas na czyny. Psychoterapia nie wchodziła w grę, nie znosił psychoterapeutów niemal tak, jak celników i komorników, brzydził się. Różowe okulary. Problem w tym, ze różowe okulary dla kota nie istnieją. Przefarbowanie kota na różowo. Ten pomysł zatrzymał go.
     Wstał, założył szlafrok i poczłapał do kuchni, żeby zaparzyć sobie herbatę i w jej aromacie przemyśleć starannie kwestię ufarbowania kota. Była czwarta nad ranem, Hieronim Korcz miał sporo czasu, obrzeżami zamiaru snuła się mu myśl, że najkrótsza droga wiedzie na manowce, najdłuższa zaś - z powrotem.






wtorek, 4 października 2011

wiersz o lesie nad rzeką





Co ci w tym lesie pokazuję -
powiedz co trzymam w dłoniach
gdy do twojej pasieki
pszczoły ciężarne z wrzosów niosą sierpień

Ocaleć – myślisz że ocalić można
tak jak kościoły albo synagogi polne
naszą codzienność
rytm serca w południe – najsilniejszy wiatr

Jeszcze jest słońce
ale wierzchem lasu szum lekki idzie
forpoczta jesieni
a ja w swoich dłoniach mam kształt twoich piersi
skarb który przetrwa uderzenia czasu

Ten las co w bieli wstępuje w słońce
ten las nad rzeką za zakrętem drogi
którą idę tak długo jak pamięć






poniedziałek, 3 października 2011

dziurawe prezerwatywy





Skrzaty znalazły jakiś kawałek gazety, było tam coś napisane. Ponieważ ciekawość jest ich naturalnym stanem, zanim zużyły gazetę w sytuacjach nocnikowych, przeczytały ją. Wywołało to wśród skrzatów poruszenie, nawet ferment, a niektórzy określili ten stan wrzeniem. W końcu pewien skrzat mówi do drugiego:
-   Gdybym był taki tęgi jak ty, powiesiłbym się któregoś dnia.
-   Niewykluczone – odpowiedział drugi skrzat – że jeśli któregoś dnia się zdecyduję, użyję ciebie w charakterze sznura.
Potem skrzaty jęły się polityki, a każdy skrzat to była osobną partia.







piątek, 30 września 2011

wiersz o chłopcu





Zatartą ręką podtrzymuje różowe echo
drugą stronę nadziei
która prześwituje blizną

Czerwoną smugą trwa czas
podskórne wrzeciona ciszy
oplatają jego trwanie

Za chwilę zerwie się
i odłupaną linią cienia
wskoczy w kołowanie obłędu






środa, 28 września 2011

Rosz HaSzana i Jom Kipur










     Dziś, o zachodzie słońca 1 Tiszri, Rosz ha-Szana (Nowy Rok) to pierwszy dzień kalendarza żydowskiego. Święto trwa 2 dni i wspomina stworzenie świata oraz przypomina o sądzie Bożym.

     W tym dniu Żydzi stają ze skruchą przed Bogiem, oczekując przebaczenia i miłosierdzia, podczas gdy Szatan przedstawia dowody grzechów Israela. Żydzi wierzą, że Bóg ocenia ludzi i zapisuje ich losy na najbliższy rok w dwóch księgach: sprawiedliwi trafiają do Księgi Życia, a grzesznicy do Księgi Śmierci. Pozostali mają czas na poprawę. Bóg daje im dziesięć dni, Jamim Noraim (Dni Trwogi, Straszne Dni) na czyny, które nazywają się „teszuwa, tefila, cedaka" czyli: pokuta, modlitwa i dobre uczynki,  po których następuje święto Jom Kippur, gdy odpuszczane są grzechy. W czasie święta składa się napotkanym osobom następujące życzenia: „Abyście byli zapisani na Dobry Rok".

     Podczas świąt Żydzi odmawiają dodatkowe modlitwy (Musaf), dmie się kilkakrotnie w szofar (barani róg) – stąd czasami pojawia się niewłaściwa nazwa Święto Trąbek. Dźwięk rogu ma pobudzić Żydów do rachunku sumienia i postanowienia poprawy. W niektórych środowiskach, obchodzony jest obrządek taszlich, czyli symbolicznego strząsania swoich grzechów do wody.

     Przeświadczenie Żydów o możliwości odpuszczenia grzechów opiera się na zaufaniu, że Bóg jest „miłosierny, łaskawy, pobłażliwy, pełny niezasłużonej łaski i pełny wierności". Stąd w Jom Kippur Żydzi wykrzykują z radością potrójne wyznanie: „On, ten Bóg miłości, On jeden jest Bogiem".

     Jedną z ważniejszych części Rosz ha-Szana jest uroczysta kolacja w pierwszy świąteczny wieczór. Podawane są wyłącznie słodkie potrawy, na znak nadchodzącego roku. Na środku stołu stawia się okrągłą chałę, która symbolizuje pomyślności zataczające koło cyklu życia. Świątecznym przysmakiem są maczane w miodzie jabłka i plasterki marchewki. Często na stole jest tort, bo Rosz ha-Szana to narodziny Adama i Ewy, a tym samym narodziny ludzkości. Podawane są również daktyle, granaty, rodzynki, winogrona oraz ryby z głową. Związane są one z życzeniem, by w nadchodzącym roku Bóg uczynił każdego „głową", a więc człowiekiem aktywnym, a nie „ogonem" symbolizującym bierność. Podczas święta nie wolno wykonywać codziennych obowiązków.

     Wskazane jest by nawet ci dość obojętni na co dzień wyznawcy judaizmu, odwiedzili w czasie Rosz ha-Szana synagogę.

     Życzę wszystkim Szana Towa 5772! Leszana towa tikatewu wetehatemu. Obyście zostali zapisani na Dobry Rok i zatwierdzeni na dobre życie.

     Oby ten rok był rokiem wielu wspaniałych odkryć - duchowych i intelektualnych - i stałego stopniowego wznoszenia się ku lepszemu sobie, a co za tym idzie ku lepszemu światu.  














Modlitwa Awinu Malkenu


Ojcze nasz, Królu nasz! Zgrzeszyliśmy wobec Ciebie.
Ojcze nasz, Królu nasz! Nie mamy Króla prócz Ciebie.
Ojcze nasz, Królu nasz! Postąp z nami łaskawie przez wzgląd na Twoje Imię.
Ojcze nasz, Królu nasz! Unieważnij wszystkie surowe wyroki na nas.
Ojcze nasz, Królu nasz! Zniwecz plan tych, którzy nas nienawidzą.
Ojcze nasz, Królu nasz! Przebacz i daruj nam wszystkie nasze grzechy.
Ojcze nasz, Królu nasz! Usuń z Twojego widzenia nasze zawinione grzechy i błędy.
Ojcze nasz, Królu nasz! Wymaż w Swoim miłosierdziu wszystkie zapisy naszych win.
Ojcze nasz, Królu nasz! Przywróć nas do Siebie w doskonałej skrusze.
Ojcze nasz, Królu nasz! Ześlij uzdrowienie chorym Twego ludu.
Ojcze nasz, Królu nasz! Podrzyj okrutne postanowienie w wyroku na nas.
Ojcze nasz, Królu nasz! Miej nas w przychylnej pamięci przed Sobą.
Ojcze nasz, Królu nasz! Pamiętaj nas na dobre życie.
Ojcze nasz, Królu nasz! Pamiętaj nas na odkupienie i zbawienie.
Ojcze nasz, Królu nasz! Pamiętaj nas na wspomożenie i opiekę.
Ojcze nasz, Królu nasz! Pamiętaj nas za zasługi.
Ojcze nasz, Królu nasz! Pamiętaj nas na przebaczenie i odpuszczenie.
Ojcze nasz, Królu nasz! Zapisz nas w Księdze Dobrego Życia.
Ojcze nasz, Królu nasz! Zapisz nas w Księdze Odkupienia i Zbawienia.
Ojcze nasz, Królu nasz! Zapisz nas w Księdze Wspomożenia i Opieki.
Ojcze nasz, Królu nasz! Zapisz nas w Księdze Zasług.
Ojcze nasz, Królu nasz! Zapisz nas w Księdze Przebaczenia i Odpuszczenia.
(...)





poniedziałek, 26 września 2011

dziurawe prezerwatywy





Skrzaty twierdzą, że jedną z najbardziej rozpowszechnionych chorób jest diagnoza. Na diagnozę zalecają sól karlsbadzką i wodę. Ponieważ jednak cierpią na chroniczny wodowstręt, zalecają kąpiel mentalną i na wszelki wypadek nigdy nie chorowały na diagnozę, ani w ogóle.






sobota, 24 września 2011

wiersz o milczeniu








Milczenie to najwyższy ascetyzm
środków artystycznych
nawet w centrum kapitulacji wszystkich słów
nie zatraca umiejętności podsumowywania
nie postawionych pytań

Jest we mnie
by wśród sensów oczyszczonych ze znaczeń
nadmiernie się uzasadnić

Walczy o swoje prawa
postulatami podświadomych istot
często słynie z łakomstwa







piątek, 23 września 2011

Hieronim Korcz





Hieronim Korcz przyglądał się facetowi w lustrze - wydawał się znajomy. W lustrze powinien być on, Hieronim Korcz, ale facet z lustra tylko go przypominał. Mimowolnie obejrzał się za siebie, przeczesał palcami włosy, pokręcił intensywnie szyją, wyszczerzył zęby, wybałuszył oczy i powiedział:
     -  Aha.
     Dwutygodniowy zarost, sińce pod oczami, żółta cera, przygarbiona sylwetka. Pomimo wszystko, w ogólnym planie przypominał jednak siebie. Szpital to nie jest miejsce dla tak wartościowych, wielorako wartościowych i wrażliwych facetów, jak on – skonstatował ze smutkiem. Z rozrzewnieniem westchnął do dawno minionych czasów, kiedy w każdym szpitalu funkcjonował wędrowny golibroda. Nie wszystko, co minione, było do dupy.
     Nakładając na zarośniętą gębę piankę Hieronim Korcz myślał z troską o tym, że dla urody mężczyzna gotów chwycić się brzytwy, i że byłoby dobrze, gdyby po wszystkim uszy pozostały tam, gdzie są, zauważył bowiem niebezpieczne drżenie rąk. Na wszelki wypadek poszedł po okulary. Myślał jeszcze o rękawiczkach, ale doszedł do przekonania, ze to już ekstrawagancja i idiotyzm.
     Zacisnął zęby i mrucząc przekleństwa i złorzeczenia przystąpił do czynu.






czwartek, 22 września 2011

dziurawe prezerwatywy





Skrzaty postanowiły zorganizować sobie wybory. Debatowały cały dzień nad tym pomysłem – problem był w tym, że skrzaty nie miały parlamentu, prezydenta, ani nawet wójta. Kiedy w końcu uzgodniły, że wszystkie będą jednocześnie niższą i wyższą izbą parlamentu, prezydentem, burmistrzem i wójtem, okazało się, że nikt nie chce kandydować. To je tak zniesmaczyło, że zrezygnowały z dalszych działań wyborczych, z ulgą.





wtorek, 20 września 2011

Hieronim Korcz





Hieronim Korcz zobaczył anioła, anioł stał przy nim przyglądając się. Właśnie zbudził się i podczas gdy zewnętrzną częścią oka był na jawie, wewnętrzną nadal tkwił we śnie, w związku z tym sytuacja i jej obraz były mocno niejednoznaczne. Hieronim Korcz był wprawdzie przyzwyczajony do nieoczekiwanych wizyt Boga, ale anioła widział pierwszy raz i nie wiedział, co o tym myśleć.
     Tymczasem anioł niespiesznie ruszył z miejsca, zanurzył się w ścianie i z cichym syknięciem powietrza zniknął.
     Zaskoczony Hieronim Korcz przymknął wewnętrzną część oka, by zlokalizować się na jawie, wtedy dotarło do niego, że jest w szpitalu. Ta rzeczywistość wydała mu się tak nieznośna, że zamknął zewnętrzne oko, otworzył wewnętrzne i zasnął ponownie. Może przyśnią mu się anioły, a może nie.





sobota, 10 września 2011

wiersz o szczelinie




Cofnąłem zegar i wieża
z Marii Panny opadała dzwoniąc
w okolice nachodził namuł
wywabiał szczury
w korytarzach stało się niebezpiecznie
lągł się czerw świeciły nocą jego oczy


Ustalono pospiesznie protokóły
góra rosła
na niej ojcowie miasta przestawiali
drewnianą figurkę króla
w otwartych kanałach pojawiła się krew
w trwożnym ordynku pojawiły się psy


Cofnąłem zegar i widziałem
miasto omotane

czwartek, 8 września 2011

wiersz o muszli




Cóż się zmienia od czasu
kiedy pierwszy żółw przepowiadał hermetyczność współczesnej poezji
i był perłą wśród toczących się kropel
każdy poeta od tamtego czasu pełza


Muszle nadal leżą na plaży
substancje bez ust nawiasy bezsłowia
suche po obu stronach określenia
takie zobojętnione formy są cytatem wymownym
formuły czasu
to gwarantuje semantykę wynikania spoza siebie
od szelestu piasku do szelestu kartek
przemyka kilka pojedynczych spłoszonych sylab


Oto zwykłe kłopoty z dojrzewaniem słowa
nie do wypowiedzenia
zanim się wyjaśni namysł rodzaju wymowy
oraz uściśli wykrztuśność znaczenia i głoski
nadal w muszli krąży opis świata
i ślimak rozpoczyna podróż przez wieki
dookoła lingwistycznych znaków










środa, 7 września 2011

wiersz o istnieniu




Pozwól niech powstaje
rośnie zlewając się z tobą
we wszystkich stronach słowa
przeczucie staje się oczekiwaniem


Wznieś umysł na palcach imaginacji
jak fosforyczną lampkę
wokół ciemnego czasu
Bądź






poniedziałek, 5 września 2011

wiersz o podróży




Obróceni sobą do wnętrza
oddaleni o odległości od siebie
na dworcach całego świata
spotykamy czasem
Ulissesa cierpliwie czekającego
na bilet do nieznanej stacji
czasami Lucky'ego i Pozza
pochłoniętych rozmową z Łazarzem
o  Ziemi Obiecanej

Przy odrobinie szczęścia
natrafić możemy
na komunię Antoniusa Blocha
z nędzarzem zza filaru
wyobrażam sobie nawet
ich taniec w poczekalni przy kuflu z piwem

Spotkać zmarłego przyjaciela
zdążającego do San Remo albo Teresowa
Annę Kareninę

Bo uczestniczymy wciąż w tej samej kolejce
w oczekiwaniu na ten sam pociąg
który nie nadchodzi



sobota, 3 września 2011

wiersz o nocy





Słuchałem
jak kołysze się noc
pod twoja pulsującą skórą

Może to szelestliwa północ
pełga ci po twarzy
uspokaja liść najcichszy
zaokiennej lipy

Niedługo już
wniebowstąpi las
z księżycem na suficie

I oddali się
z pierwszą gwiazdką
brzegiem twojego ucha




piątek, 2 września 2011

wiersz o ulicy




Buczenie od rzeki penetruje niebo
kluczymy razem
gdy ktoś plądruje nasze wnętrza
mijamy wciąż tę samą przestrzeń
z fotografii w gazecie
sieć kanałów
na dachach jakieś anteny


Mijamy się tak blisko w szczelinach ulicy
mijamy się tak blisko
i wracamy obcy by znów
poszukać siebie
starannie wypełniając luki
pomiędzy słowami