Czarek Samuel K.

sobota, 11 lutego 2012

Pytam lecz już do śmierci nie wiem







Jeżeli ja
jestem pamięć o tobie

Jeżeli wyrósł mi głód
Wycelował w niebo
gniazdem piskląt we mnie
oczekującym twoich ptaków

Jeżeli znaczenie w słowie miłość
podcięło sobie gardło
i nawet nie wiadomo
czy teraz tragiczne 
czy trup

Jeżeli sen mnie porzuca
i tratując mi twarz
wybiega tobie na spotkanie

Jeżeli jestem twoim codziennym mordercą
jak chleb i wino
to kto ty jesteś
że nie masz kształtu

Pytam lecz już do śmierci nie wiem
Choć czasem nazywam cię imieniem
nie wiem czy zawsze będę
tak cię nazywał

Jeśli już koniecznie jesteś
swoją nieobecnością
mogę przejść ku Tobie
ponad snem
Zamiast mostu
przerzucę słowa w trumnach
samobójcze słowa miłości
zdejmę dotyk
wyobraźnię rozrzucę po niebie

Skąpe słowo opada jak figowy liść
i nagi 
już nie wezmę cię na drugi brzeg



Astor Piazzolla - Soledad

czwartek, 9 lutego 2012

Niechaj im przyszłość







Kobieta biegnie za oddechem w pogoni
mężczyzna dni wykuwa kilofami zawałów
oboje nie znają swojego głosu
nie szukają ratunku w spojrzeniach
raty ich kredytu mają zapach komornika
który użył wody kolońskiej zamiast prysznica

Jeszcze dzieci – w szklanych salach zimna
bawią się w pospieszny pogrzeb zabawek i komputerów
ześlizgują się później z pochyłości dnia
do pudła nocy z którego brzask wyzwala -

Kobieta biegnie szybciej
mężczyźnie pękają mięśnie
dzieci jak lalki żywe -
niechaj im przyszłość wiekuista świeci -



Cayetano - Nothing Left To Do (feat Valia)

wtorek, 7 lutego 2012

Gdy ginie z mojej ręki








Korzystając z okazji że głód na mnie przystał
bo zaspałem i nie zjadłem śniadania
spiesząc na wykład
W regionie gdzie wszystkie poligony
od wewnątrz są zamknięte czerwoną tablicą
ostrzegającą przed niebezpieczeństwem
zaś inne na przykład wojskowe
w ogóle nie wchodzą w rachubę
skoro zarysowała się nęcąca możliwość
(wygłaszasz jak Kordian na Mt Blanc mówi jakaś dziewczyna)
opisu głodu od kulis
samodzielności męczeństwa mojego
wśród ludzi i dla ludzi
a zatem szansa przyjścia na świat a może i dojścia
do dodania słowem słowa przez słowo

Więc kiedy szansa się zarysowała
niby ściana wiekowego domu
nieostrożnie
zrozumiałem że nie ma poezji
gdy ginie z mojej ręki
przyduszona nadmiarem rzeczywistych
albo urojonych zdań






Michał Lorenc - Exit In Blue

poniedziałek, 6 lutego 2012

!!!


Wielki Boże! Mam za oknem minus 24 stopnie Celsjusza! Jak żyję nie widziałem czegoś takiego na termometrze. Nic, nic mnie nie zmusi, żebym dziś choć uchylił drzwi do domu.




niedziela, 5 lutego 2012

Tylko jeden film








Zapewniam że nie chciałem niczego zaniedbać
a nawet przyszedłem pierwszy
usiadłem na wprost ekranu
w środku zdarzeń
orkiestry zbędne uciszyłem ręka 
Kiedy się zaczęła projekcja
starałem się nic nie przegapić
nie uronić słowa
film zresztą prezentowany był w całości -
nie ominięto żadnej sklejki ze zdartych kopii
żadnej kropli łez bohatera -
wyświetlono od początku i z powrotem 
naraz w obie strony
A gdy serce płuc zacharczało – koniec –
piłem z Kinooperatorem
z żalu po mnie




Bar Kokhba Sextet - Dalqoiel

piątek, 3 lutego 2012

W innych barwach tęcza








Przedzieleni własnym obszarem
identyfikujemy się oddzielnie
Oglądamy ciało prześwietlone
oddech już się zabliźnił
uchodziło słońce
wokół stygł krajobraz

Béla Bartók kwartetem ptaki w powietrze wabił
wielki festyn huczy nad nami
tyle salw złotych strzelają mlecze
fioletowe echa powtarzają łąki
Nocą w jasnych wodach miłość śpiewa
ptak cudzoziemski
śmierć – to jest w innych barwach tęcza

Istniejemy 
przez słońce deszcz gwałtowniej spada
nas niewidocznych w tęczy
łączą obce strony nieboskłonu
Śmierć – to mielerz w którym wiatr
wypala się na węgiel
Jesteśmy płomieniem czekania
zadeptanym kiedy narastają kroki
Kiedy z piersi zeskakuje oddech
już popiołem myśl codzienna nas przewierca
Jesteśmy niezależnie od utartych dróg
brzydoty
zaczajonego bronchitu
zawieszeni między pozorem obecności
a kończącym się ziarnem nieustannej nocy
Ziarnem początku
zasianym we własne ciało

Być może ty i ja jesteśmy pijanym witrażem
w ołowianych polach
odławiamy przydzielone uncje światła
pomiędzy posadzką a niebem
Niekiedy cień pochyłego drzewa staje za oknem
daleki ptak w nim grzęźnie
Witamy świtu barwne toasty
zatrzymujemy kwitnące materace
nim ranek je zatrze
nim wybije ostatnia kropla potu

Pająk rozwiesił nici błękitne
kran torturuje ciszę
ważność traci przedwczorajsza radość
Dnia nie narodzonego aforyzm
stanie w drzwiach
ale nie otworzy układu zamkniętego




Papercut - A Dream

środa, 1 lutego 2012

Nieprawdo łaski niepełna








Gdzie te sterty uśmiechów
powitalnych gestów
ci wszyscy w nadmiarze z kadzidłem i mirrą
Są na miejscu gotowi wić blaszane wieńce
tyle że ja się stoczyłem z kilku pięter chmur
kiedy w nie wstępowałem 
ściągali za nogi
teraz nikt nie podniesie nawet o centymetr
więc udaję przeszłość by usypiać żądzę
zniszczenia ziaren co kiełkują w ziemi
i czołgam się do ciebie rzeko kłamliwa
jak pniak drzewa zapadam się
w odbicie chmur z nieba
- jest na miejscu kadzidło mirra wiwat gestów

Nieprawdo piękna łaski niepełna
naczynie osobliwego nabożeństwa
udawaczko siebie często doskonała
masz najwięcej wiernych
nawiedzeni cię nachodzą
zwiedzeni rozgłaszają

Nieprawda ale jednocześnie piękno
gwiazdo świecąca dawno zgasła w niebie
naczynie osobliwego przeznaczenia
wieżo z kości słoniowej
matko nienaruszona wiedzą
przypadkiem rodzisz bękarta prawdy
zbawiającego łotrów





poniedziałek, 30 stycznia 2012

wiersz o porzuconych szufladach










Ciągle wchodzisz w przerwy między
jednym a drugim czuwaniem rzęs
w połowie znaku między siłą grawitacji
a przeciwległą ściana czaszki psychologa

Nie ma innej możliwości
bezpośredniego obcowania z niedostępną
rzeczy istotą
Weź na przykład puste rękawy
mimo że są pojęciem zbyt szerokim
dla ramion zbiegłych z wymiaru
opuszczonym podmiotem dobijają się wciąż
do interpretacji
promieniującej kiedyś wewnętrznym przekonaniem

Albo stare szafy
nawołują się w nich nadal ludzie nieobecni
choć nikomu tu po nich

Albo porzucone szuflady
w których tają się czyste kartki
przeglądasz je i nie zdając sobie z tego sprawy
wpływasz poprzez nie napisane wiersze
a ściślej – poprzez obserwację
nie napisanych kiedyś wierszy -
na materię poezji






Nick Cave - Hold On To Yourself

sobota, 28 stycznia 2012

Niejednokrotność









Znaki życia odmierzać można
wahadłem zegara
przelotami ptaków
przesypywaniem piasku
albo grochem rzucanym o ścianę

Rosną napięcia między jednym a drugim
zatrzaśnięciem drzwi
między przyczyna a skutkiem
odnawiającym się przez destrukcję
między zadaniem do urzeczywistnienia w życiu
a uzupełniającym go aspektem
minionej chwili

    Zegarmistrz Lévi-Straussa twierdzi
że tego rodzaju ćwiczenia
to sztuka kalamburu
sztuka która punkt widzenia zastępuje
myślą pozagrobową








środa, 25 stycznia 2012

To do mnie Kain przyszedł zabić Abla








To do mnie Kain
przyszedł zabić Abla
dzisiaj wieczorem
kiedy stoję jasny
we mnie ostatnie
spieszą konnych zgraje

Zabił bo rzucił
czy rzucił bo zabił
o wiele wcześniej -
gdy po kamień sięgał
to we mnie najpierw
Kain zabił Abla

Czyni to nadal
gdy bezwolny patrzę
jak we mnie ręka
do kamienia sięga
jak toczy wznosi
ramieniem obraca

To do mnie przyszedł
kiedy stałem jasny
dzisiaj wieczorem
kamień...





niedziela, 22 stycznia 2012

bajka









I mężowie święci do domu ojcowskiego przyszli 
przyszli po rzece z tamtego zakola
gdzie tonął -

W schylone dzbany nasypali złota i srebra
pęknięte garnki zdejmowali z półek
lepili -

Brzemiennej matce zaparzyli w drodze nazbierane zioła
i nad maleństwem czyniąc znaki krzyże i koła
odeszli -








piątek, 20 stycznia 2012

Hieronim Korcz




Hieronim Korcz miał sen, co nie było niczym nadzwyczajnym, niezwyczajny natomiast był sen. - Była czwarta rano. Siedział przy biurku i łypał wrogo na laptopa i telefon. Na e-poczcie leżała nieokreślona liczba e-maili czekając na odpowiedź, w telefonie dziewięćdziesiąt siedem sms-ów czekało Bóg wie na co. Na bankowym koncie dudniła pustką pustka. Biurko pokryła pryzma rachunków do zapłacenia i pozwów do sądu zwieńczona wypowiedzeniem pracy, ze skutkiem natychmiastowym. Hieronim Korcz przyglądał się temu wszystkiemu melancholijnie i żuł cierpliwie frazę – jest do dupy. Potem fraza mu się skróciła i memłając zaciśniętymi szczękami powtarzał bez końca – dupa.
Tak zastał go ranek. O szóstej melancholię przerwało mu łomotanie do drzwi. - Policja, otwierać! - Hieronim Korcz doświadczył galopady paniki pośród myśli i zaczął gorączkowo szukać sznura, żeby się powiesić. Nie znalazł, ale nawet się nie zdziwił, jak nieszczęście, to nieszczęście. Tymczasem łomotanie do drzwi wyartykułowało się groźniej. - Policja! Otwierać, bo wyważymy drzwi!
Uciekać. To było wszystko, co w tej chwili składało się na Hieronima Korcza. Jęknął i potruchtał schować się w szafie.
Na tym sen się urwał. Obudził się zwinięty w kłębuszek, zupełnie mokry od potu, rozdygotany i przestraszony, bał się otworzyć oczy. W końcu zdecydował się zerknąć na zegarek - była czwarta rano. Poczłapał do kuchni zaparzyć kawę. Jednak tak dygotał, że wylał filiżankę próbując unieść ją do ust. Niechętnie posprzątał i zaparzył drugą. Potem sącząc gorącą gorycz cedził z zawziętością i uporem mantrę – dupa.







czwartek, 19 stycznia 2012

wiesz o dniu zwyczajnym jak zardzewiały szept








Pełne wyposażenie sali
umyka wszelkim normom
uczciwego obcowania z ciałem

Noże obosieczne
cała kawaleria jazdy obuchowej
zgłębniki kulkowe dłuta
czaszkomierze
piły igły czerpaki wojenne
cewniki metalowe na wypadek alarmu
jałowe prezbiterium krucyfiksalne
lampa spirytusowa -
ostatnie pożegnanie ze światłością
musi wytłumaczyć się
z fałszywego brzmienia
z korekty przeprowadzonych oględzin
począwszy od znamion
poprzez owłosienie zatoki strzałkowej
po przylądek horn

Ale wmawianie sobie obcego bólu
zaczyna się od płuc
od pierwszej sekcji tchawicy o świcie
od słów podsłuchanych szeptem
na porannym obchodzie







poniedziałek, 16 stycznia 2012

Jeżeli wyruszając w dalszą drogę









Jeżeli wyruszając w dalszą drogę
zakładasz na siebie ciężki długi płaszcz
bierzesz do ręki kij i zawiniątko
a po przyjściu do domu odkładasz i kij i tobołek
i rozbierasz się do snu
to nadal masz na sobie ten zakurzony płaszcz
jeszcze mijasz tamto rozłupane piorunem drzewo
jeszcze prosisz tamtą kobietę o kubek wody
dorzucasz drewna do gasnącego północą ogniska
i kreślisz palcem gwiazd drogę swojej wędrówki

I nawet kiedy wstaniesz w nowy dzień
to jeszcze leży przy tobie i kij i zawiniątko

Być może doszedłeś tu
gdzie już ich nigdy nie podniesiesz
ale możesz być pewny że zawsze będą na ciebie czekać
a każde o nich przypomnienie będzie budzić
w tobie drogę




Avishai Cohen - Aurora

piątek, 13 stycznia 2012

wiersz o strachu









Ta strzała nie leci
nie leci skądś ani dokądkolwiek
to paradoks przeciwko ruchowi

Ta strzała nie leci pokonując przestrzeń
niedokonanym świstem swego toru
opuszczona niebem
i podbita ziemią
ze śmiercią połączona
i przeciwna śmierci

Tak się tylko może
strach obracać w sobie














wtorek, 10 stycznia 2012

Edmond Jabes



(„Bóg przemówił, a to, co powiedział, stało się znakiem. Być może kształt liter jest wyobrażeniem Jego twarzy. Bóg ma tyle twarzy, ile jest liter w alfabecie. Bóg wpisuje się we wszystkie języki.

Będziesz mógł rozmyślać o Bogu, gdy nauczysz się słuchać, długo wpatrywać się w słowo, a zatem czytać” – zanotował.

Głos jego jest nieuchwytny, lecz podtrzymuje ciszę, od której oddzielają się dźwięki” - zanotował jeszcze.

Ty zniszczysz obraz słów. Odbierzesz im dźwięk. Wywiedziesz je na manowce sensu. Uczynisz w nich dziury.
A więc czytanie, pisanie byłoby tylko zepchnięciem w zamęt głosów, które pochłania pustka” - zanotował jeszcze).

Edmond Jabes






Elijah Bossenbroek -  Prism

piątek, 9 grudnia 2011

zamiast pożegnania





Nie obawiajcie się, próbujcie czynić dobro. Tylko dobrem można przemóc zło. Czasem nie wychodzi, albo wychodzi na opak. Tylko próbując czynić dobro, można spotkać się ze swoim uśmiechem. Nie ma znaczenia, że często się mylimy, ważne, by próbować. Czyńcie dobro. Oto zasada moralności.





Ehud Banai - Blues kanaanejski

wiersz ostatni










Opuściłem w tym mieście
dom

Jeszcze w oknach
cień mojej twarzy
drga
i być może usłyszysz Boże
echo modlitwy
co wieczór cichszej

Symbole oczadzone
chwieją wiarą





Elijah Bossenbroek - Life's a Stage Play

środa, 7 grudnia 2011

wiersz o życiu









A ze mną miasto
przepływają słońca
Powiedział splunął kosturem pogrzebał
w śmietniku miasta co za mgłą skryło
swój pysk
najeżony szczeciną autostrad

Szedłem granicą
między ludźmi miasta
a ludźmi z lasu
między potwarzą
a wysiłku szańcem
jaki odmierza
ślepy zegar tłumu
a wokół śmiechy chichot złorzeczenia
i miecz z kamienia
i żelazny żołnierz
i kopia dłuto i piękności cudo

Grzeszni są cisi w swej cichości głusi
głupi jest mędrzec zasklepiony w słowo
a mali przecież zostaną gdzie byli
i wciąż wielką armią przenoszą nad głową
swoje marzenia i świętości
o czwartej rano
o dwunastej w nocy
o każdej porze
bo nic się nie zdarzy





Ludovico Einaudi - Exit

sobota, 3 grudnia 2011

wiersz o kobiecie









Jakie nagłe to zamykanie
świata -
w wieku pięćdziesięciu dwóch lat
przyznajesz się że
pozostał ci tylko ten
kraj z doliną z rzeką w poprzek
i mową której używasz -
jeśli coś jeszcze czasem mówisz
i ta kobieta
o której przyzwyczaiłeś się myśleć
i nieprzeczytanych
rosnąca wciąż sterta stron


Jakie nagłe to osaczenie
ciebie
wśród ścian które 

mimowolnie oswajasz słowem dom




Nik Bartsch's Ronin - Modul 42