Nie pchałem się. Nie mogłem się
pchać, bo mnie nie było. Potem się dowiedziałem, że jestem naród
wybrany do boskich sztuczek. Byłem dzieciak i było mi wszystko
jedno co ci marudni dorośli myślą. Bawiłem się w podchody i
łaziłem na ryby. I takie tam. Potem podglądałem dziewczyny, w
ogóle działo się.
Teraz jest wtorek, 12 Av 5772 roku.
Może Pan mój Stwórca mnie przegapi. Przecież może wszystko. Ja
przecież się nie pcham nigdzie, np. do umierania. Nigdzie się nie
pcham poza 13 Av.
Haszem, Panie mój. Stwórco świata i
dni. Pomiń mnie do jutra, to za bardzo boli. Masz tyle spraw. Od siebie, od Twojego miłosierdzia strzeż mnie Haszem. Amein.
Blog od dziś ma
dwa lata. Dwa lata to 3,8% mojego życia, niewiele. Nie jest też
szczególnie ważną częścią w tym życiu, jednak na swój sposób jest istotny, bo tym co
nieważne staram się nie zajmować, chyba że okoliczności mnie
zmuszają. Nie uważam cyberprzestrzeni za jakąś oderwaną
kosmiczną niemal sferę. Jest dla mnie częścią rzeczywistości,
na równi z porankiem, czy kolacją. Po prostu jest.
Nie piszę na
blogu za wiele o swojej codzienności, jest to dla mnie obszar
prywatności. Jestem zdania, że dla chcącego przeczytać, moje
wiersze są wystarczającą opowieścią o mnie. Chcę tu wyjaśnić,
że zamieszczam wiersze pisane aktualnie, ale także te pisane
kiedyś. Moim zdaniem data napisanie jest bez znaczenia, jeśli są
dla mnie nadal aktualne.
Dzisiejszy dzień
to także moje urodziny, najpewniej ostatnie. Zmierzam ku kresowi i nie ma we mnie zgody na to. Tyle, że moja zgoda, czy jej brak jest bez znaczenia.
Spokoju
sobie życzę, bo o spokój czasem mi najtrudniej. Nic więcej.