Czarek Samuel K.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Wyspy bezludne





Wyspy bezludne
dla ptaków tubylczych
ziemia spękniona
przez śmierć nadwęglona

Wiatr
oczy zdmuchnie
jak ostatnią świecę

Noc
nad uśmiechem
niby jastrząb staje
ucieka piękno
łagodnieje pamięć

I tylko miłość
- dziś już pustelnicza -
na twarzy starca

środa, 1 sierpnia 2012

Gdy Joszue chciał




Gdy Joszue w samozwańczej aureoli bóstwa
chciał sprawdzić czy możliwe jest
jego istnienie między śmiertelnymi
Zwątpił w jego boskość nawet Jehuda Iskatiot
w wiarygodność uzdrowień
w proroctwo
wieszczące zagładę Świątyni

W swoje ręce brał wodę by ją zamienić w wino
i pili
bo pragnęli choć raz doznać cudu

Posłannictwo wypełniał najlepiej jak mógł
by Boga stworzonego na obraz człowieka
podnieść choć na centymetr
na wodę jeziora

Śmierć przyjął z wiedzą że gdyby tu zstąpił
nawet Wiekuisty
jak jedyne narzędzie byłby krzyż dla niego
lub kamień
pomnożony z rąk kamieniujących -
rozwiązanie tych bardzo rozluźnionych
powiązań ze światem
tych bardzo naprężonych ścięgien i
bezradnych rąk 



wtorek, 31 lipca 2012

po co



Nie pchałem się. Nie mogłem się pchać, bo mnie nie było. Potem się dowiedziałem, że jestem naród wybrany do boskich sztuczek. Byłem dzieciak i było mi wszystko jedno co ci marudni dorośli myślą. Bawiłem się w podchody i łaziłem na ryby. I takie tam. Potem podglądałem dziewczyny, w ogóle działo się.
Teraz jest wtorek, 12 Av 5772 roku. Może Pan mój Stwórca mnie przegapi. Przecież może wszystko. Ja przecież się nie pcham nigdzie, np. do umierania. Nigdzie się nie pcham poza 13 Av.

Haszem, Panie mój. Stwórco świata i dni. Pomiń mnie do jutra, to za bardzo boli. Masz tyle spraw. Od siebie, od Twojego miłosierdzia strzeż mnie Haszem. Amein.


http://ballada-mordercy.blogspot.com/2010/06/modlitwa.html

piątek, 27 lipca 2012

Ta godzina jest



Ta godzina jest podarunkiem
tak oczekiwanym
jak e-mail urodzinowy od zmarłego
powrotu
a to przebiłby powierzchnię głuchoty
spóźnione kilka słów
i rzeczy odzyskują bryłowatość
do pierwszych

To drzewo jest klonem
jego słoje mogą być krzesłem i trumną
ten ptak jest gilem
ta trawa turzycą
Wtajemniczeń by związać jak najszybciej
chwilową siecią pokrewieństwa
klony z gilem
a trumnę z turzycą
klon śpiewem w gardle ptaka rośnie
trumna zapada na wysokość turzyc
ja między krzesłem a trumną rozpięty
ptak między lotem a upadkiem w zamieć

Otwarcie ust to śpiewa w ptaku
co umilkło w trumnie
pień po klonie i szkielet po gilu
dym po turzycy
puste krzesło po mnie
sypkie przeszłości połączą najczulej

Na przypływ podrzucałem w dziecinnej zabawie
kilka słów kamyków
źródłosłowów o dostrzeżonej nagle realności
i wysyłam e-mail do umarłych:
Zaprowadźcie mnie do swoich kamieniołomów
a napiszę poemat o Kazimierzu






wtorek, 24 lipca 2012

Kiedy się




Kiedy się witam
wkładam rękawiczki
z miękkiej gładkiej skóry
kupuję za duże buty
aby wyrzec się własnego śladu

Zamykam za sobą powietrze
na tysiące słów
by nikt nie wiedział że coś mówiłem

Raz chodzę w metalowej masce
raz w masce anioła
zapominam samego siebie

Aby łatwiej przyjąć wyrok kiedy przyjdzie
jeśliby przyszedł
z moich własnych rąk







Shir La'ma'alot / Tehilim 121

sobota, 21 lipca 2012

Może zostanie




Może to drugie tak niewyczerpane
w swoich możliwościach przypominania i zapominania
zostanie po mnie wysyłając fale
aby ożywić suche trawy słów
lub podmyć ich piaszczyste brzegi

Tutaj na ziemi obiecanej dla tylu pokoleń
gdzie symbol koloru
wymaga ciągłego pogotowia krwi

Mój głos jak igła kompasu
gdy zabrakło magnetycznych biegunów
będzie szukać innych napięć
aby choć w przybliżeniu
określić kierunek

Jak szept ocalający – jest szansa –
padnij po pierwszym wystrzale
dosłyszalnym nad uchem w którym życie
nie posiało jeszcze ziaren głuchoty










wtorek, 17 lipca 2012

Czy odnalazłaś




Czy odnalazłaś w swej pamięci skrzętnej
w planie swoich mrowiskowych ścieżek
tę noc podpaloną
ciemnym płomieniem dotyku

Cierpienie czy poddałaś znieczulającej próbie
po zastrzyku morfiny
w kołowrocie lat

W twoich rysach został czytelny dla wtajemniczonych
alfabet wyżłobień po zwodzonych mostach
tam można było przejść suchymi ustami
na drugi brzeg pragnień

Mojej twarzy?

Czy dodasz jeszcze jedną zmarszczkę
czy w niej rozpoznasz bliźniaczą ułomność
czy ją ulepisz od nowa swoimi palcami
bo tylko w twoich rękach
była rzeźbiarskim iłem
Czy odnajdziesz swoje cierpienie w rysach mojej twarzy






środa, 11 lipca 2012

Szukam winowajcy




Szukam winowajcy
tropiąc ślady
własnych
kroków





niedziela, 8 lipca 2012

Tak iść



Tak iść na oślep powierzyć się nogom
w rytmie pór roku być niesionym biernie?
W samotność godzin pozbawionych zdarzeń
z próżnią rosnącą na krawędziach palców
przez wyrojone owady i liście
przez gęstniejącą konsystencję tlenu
jakby odpływ fala za falą rozpędzonych lat
ku uciszeniu zstępował łagodnie -
zmył pamięć ziemi z wędrujących nóg
starł dotyk z powierzchni świata
z moich oczu barwne widzenie soczystych mozaik -
i polichromię szarości rozpostarł
Wszystkie twarze odgrodził szybą wody
ciepło i barwę ich warg
wyjałowił nieprzejrzystą warstwą soli





wtorek, 3 lipca 2012

Tak daleko odszedłem od źródła




Nie mogę
a próbuję na jawie i w snach -
trzęsę chwiejnymi drzewami pamięci
scalam w coraz inne wzory mozaik
fragmenty pejzaży wyzbytych
soczystości pierwotnych kolorów -
przejść do tego domu za kolczastym rysunkiem granic
gdzie matka jeszcze żywa
między porannym popiołem a wieczornym ogniem
zasnuwa się dymem
Do siebie rozszczepionego w wielu czasach wrócić
dać chłopcu znad rzeki żyłkę z kołowrotkiem
na udany połów
usunąć mu sprzed oczu plamy krwi człowieczej
uciszyć sny co często wybuchały krzykiem

Tak daleko do wysp koralowych
zatopionych płytko pod powierzchnią czasu
jakbym szedł a drogi nie mijał
bo wszystkie ścieżki zwinięte
na wrzeciona czasu

Odszedłem jak po psychicznej amputacji nóg
od przyjaznego nurtu tamtej rzeki
od tego domu wypatrującego mnie
wszystkimi oknami naraz
od źródła mojej Lety czy od źródeł Jordanu
zaczęło się wygaszanie tlącej pamięci?
Niech będzie zapomniane
niech nikt tam nie wchodzi
gdzie trzeba iść na palcach
i z palcem przy ustach
gdzie trzeba zamknąć oczy i zalepić uszy
aby móc się zobaczyć
móc siebie usłyszeć.






poniedziałek, 25 czerwca 2012

We mnie




We mnie z rozlicznych – ja -
wędrujących urywanymi ścieżkami pamięci
taka susza
jakbym nie z wody powstał
nie z wód się narodził
że ani kropli czerni na szeleszczącej sucho
płaszczyźnie papieru
ani kropli wilgoci
na suchym języku przodków

Tuszu na słowa ciepłe i ślepe
jak noworodek
nie wycisnąć ze świata esencji życzeniowej
jak lacrimae rerum
z żył
ułożyć dorzecze
pod przyszłe deszcze
na mapie pustyni.





piątek, 22 czerwca 2012

Coraz bardziej nieludzki





Żywym i umarłym moim -
pośród których przerażony
coraz bardziej nieludzki
stoję z twarzą w ręce
z lustrem odjętym czaszce
- jak podam ów skurcz palców
trzymających świecę
niby kształt swój przyszły
najbardziej namacalny

Jak swojej śmierci
odwłok zostawisz tutaj
nieopatrzony obolem wiary
głosy płuc ostatnie jak zbierzesz
w świst ptasich skrzydeł







wtorek, 19 czerwca 2012

Pod koniec twojego monologu




Pytasz Panie pod koniec swojego monologu
- nerwica ci się kłania coraz niżej -
w zdaniach ciętych masarskim tasakiem
o zdrowie

Szmery w lewej komorze -
przypuszczam że zalęgła się tam mysz
czasem mi dogryza
pewnie drąży nory w kierunku aorty
Tak czuję się obco a tyle rzeczy
własnoręcznie i własnonożnie oswajałem czule
- podejrzewam że ja i Cała Reszta (godna dużej litery)
mówimy różnymi językami
stąd nieporozumienia są stanem chronicznym

Lepiej nie mówić na co cierpię ostatnio
- na starzenie się czasu -
nie tylko w moich tkankach
jest tak jakby czas się zbuntował
i przestał udzielać azylu imionom wszechrzeczy
Wsłuchuję się w mechanizmy zegarów
to się potwierdza
coraz bardziej w nich zgrzyta
brzęczy klekoce wibruje
Zegarmistrzowie w moim mieście
dostają białej gorączki

Odkąd zoperowano mi oczy
- pozbawiając je zdolności barwnego widzenia
zrezygnowałem z zamiaru podróży
do krajów nawiedzanych trzęsieniem ziemi
poruszam się zgrzytliwie (jak wyżej)
od … do
(tę pustą przestrzeń wypełnij domysłem
wzór: od ściany do ściany)

Struny głosowe mam teraz w letargu
nawet pod nożem chirurga
nie wydają jęku
To co czasem wykrztuszę
nie jest modlitwą brzuchomówcy
a wmówionym mi przyzwyczajeniem do oddechu





czwartek, 14 czerwca 2012

Odejście trzecie




Nie swoich gestów
wyuczony
jak koń znudzony tresurą
odchodzę na wygnanie
milczenia

Na tamtym brzegu
zostawiam świadomie
mury mojego wnętrza
zabazgrane graffiti modlitw
- nie mam nic do
zabrania
skalania
porzucenia...





wtorek, 12 czerwca 2012

Odejście drugie




Tacy są ludzie
którzy grają na organkach
w chwilach twoich
żałosnych
niedorzecznych umierań

Takie są sprawy
których rozum nie obejmie
są żale
których odchodząc 
nie pomieścisz
w sercu






niedziela, 10 czerwca 2012

Odejście





Poród zaczyna się ukłuciem
potem ból serca narasta
aż dusza kurczy się
do rozmiaru jednego westchnienia
wreszcie ktoś wychodzi
z opuszczoną głową
pierworodnego
grzesznika

Wichury wokół kamienieją
jak bogowie
Epikura







piątek, 8 czerwca 2012

Pół wieku i dwa lata




Blog od dziś ma dwa lata. Dwa lata to 3,8% mojego życia, niewiele. Nie jest też szczególnie ważną częścią w tym życiu, jednak na swój sposób jest istotny, bo tym co nieważne staram się nie zajmować, chyba że okoliczności mnie zmuszają. Nie uważam cyberprzestrzeni za jakąś oderwaną kosmiczną niemal sferę. Jest dla mnie częścią rzeczywistości, na równi z porankiem, czy kolacją. Po prostu jest.
Nie piszę na blogu za wiele o swojej codzienności, jest to dla mnie obszar prywatności. Jestem zdania, że dla chcącego przeczytać, moje wiersze są wystarczającą opowieścią o mnie. Chcę tu wyjaśnić, że zamieszczam wiersze pisane aktualnie, ale także te pisane kiedyś. Moim zdaniem data napisanie jest bez znaczenia, jeśli są dla mnie nadal aktualne.

Dzisiejszy dzień to także moje urodziny, najpewniej ostatnie. Zmierzam ku kresowi i nie ma we mnie zgody na to. Tyle, że moja zgoda, czy jej brak jest bez znaczenia.

Spokoju sobie życzę, bo o spokój czasem mi najtrudniej. Nic więcej.





wtorek, 5 czerwca 2012

Prawda którą znam





Ta czerwień -
zielony wiatr słońca związany z sokiem ziemi
tak z wyziębionej sfery kosmosu
dobiega mnie gorący sygnał gwiazdy
cóż z niego odczytać
niesie prawdę którą znam
że śmiertelną jest przestrzeń że i ogień umiera

Zrywam poziomkę
jak z czasu zatrzymanej pieśni
w której dźwięki dłoń zanurzam
jak w gwiazdy żywioł piąty
nikły kształt kładę na język i rozgniatam powoli
smakuję las – najsłodziej cierpki
rozgrzany sens mrocznego wnętrza
słyszę ze smaku dalekie wołanie kukułki
szum drzew
igliwia odkładanie wieczne

I czegoś nie pamiętam w pamięci
i coś wiem nie wiedząc







niedziela, 3 czerwca 2012

Ciepłe kwaśne mleko





Trzydziesty maja ciepłe kwaśne mleko
dzień kiśnie pod żółtym pułapem
fermentując słońcem od środka
Gorące i duszne zapowiada się lato

Tymczasem niezdrowo bez wstępów
na gałęziach lipy zawiązują się miłosne żądła
a z jaj od dawna zepsutych
lęgną się blade zbyt głośne pisklęta
Jakieś lipce przedwczesne bezkwietne
i w czerwcach co ledwo nie wyjdą na klomby
zgłodniałym pochodem bez szans

Już od czterech dni to się stawało natrętnie
i oto zaduch jest wszędzie -
szaleństwo wróbli synogarlic ospałe hukanie
i przędza błękitu zmętniała 

W oknach się zbiera na burzę -
niebo obrzmiewa – zastały sok deszczu
kapie i turlając się obrasta w kłębki kurzu
Potem żywica powłóczysta
na asfalcie skwierczy

Suche dłonie łakną snu
powieki drżące przed cementem
płuca w ukłuciach mierzą powietrze
Wzmaga się obrzydzenie







piątek, 1 czerwca 2012

Pod szczyt stromej góry





Po to by oczy otworzyć na niebo
na krajobraz jedyny Tobie nie oddany
po to jeszcze podchodzę pod szczyt stromej góry
niosąc z sobą nadzieję że mój głaz nie spadnie

To ciebie tak dźwigam choć Ty o tym nie wiesz
gdy przyjdzie odpocząć twoje Imię złożę
na szlaku – wśród drogi – już prawie pod szczytem