Skrzaty
postanowiły zburzyć barierę milczenia, którą wcześniej, z
powodu niesnasek, wzniosły wspólnym wysiłkiem. Skądinąd każdy
wznosił swoją, z papierków, różnych paprochów, martwych much,
kociej sierści i takich tam.
Powstał hałas
nie do opisania, bo każdy skrzat miał bardzo wiele do powiedzenia i
starał się wyrażać dosłyszalnie. W efekcie wszystkie pozatykały
sobie uszy zatyczkami i nastała cisza, dla nich.
Czasem tylko nad ogólny zgiełk wzbijał się wrzask w
niebogłosy, bo jakiś skrzat przestawał słyszeć własne myśli.
Ponadto nocą skrzaty chrapały wyraźnie głośniej, niepewne, czy śpią.
Hieronim Korcz
kończył przygotowania. To już jutro – myślał raz po raz z
narastającym niepokojem. Jedni oczekują nieszczęść trzynastego,
a on właśnie jutro, przy tym nie był przesądny, a jedynie wyjątkowo głęboko
doświadczony.
Przezornie wziął
na jutrzejszy dzień wolne w pracy, kupił zgrzewkę wody do picia, zamknął na
klucz bramę, furtkę i drzwi wejściowe, spuścił rolety w oknach.
Następnie odłączył i wystawił akumulator w aucie, wyłączył
wodę, prąd i gaz, odłączył antenę tv, sprawdził okienka w piwnicy i nakarmił kota na
zapas. Potem wyłączył telefony i przebrał się w wygodne ubranie.
Czekało go
dwudziestoczterogodzinne czuwanie w stałej gotowości do obrony
przed napaściami i atakami wrednego losu. Poprawił leżący w zasięgu
reki na stoliku młotek, sprawdził w lustrze determinację w wyrazie twarzy. W końcu skrupulatnie sprawdził wszystko jeszcze raz i w zapadającym
zmroku usiadł wygodnie w ulubionym fotelu.
Hieronim Korcz,
choć nieco przestraszony, był gotów, na wszystko.
Skrzaty rozważały
rozbudzenie w sobie potrzeby czytania, bo poza czytaniem kartek z
kalendarza i różnych szpargałów podczas nocnikowych medytacji,
nie czytały nic. Po namyśle i konsultacjach doszły jednak do
wniosku, że zwyczaje nie są po to, żeby je zmieniać, a po to,
żeby były.
Poza tym skrzaty w
dzień były bardzo zajęte lenistwem i myśleniem o różnych galimatiasach,
kwestiach nieukierunkowanych, absurdalnych i wątpliwych hipotezach,
niedorzecznościach, różnego rodzaju wyobrażeniach, oraz o
licznych gatunkach bzdur. Natomiast czytanie wieczorem, szczególnie
w łóżku, jest wyjątkowo złym pomysłem. Skrzaty znały z
opowieści wiele przypadków, kiedy skrzat czytający w łóżku
zapomniał zgasić świecę i kiedy się budził, spostrzegał, że
całkiem się spalił.
Hieronim Korcz
zaobserwował u siebie pewną prawidłowość, otóż wieczorami czuł
się zmęczony i klapnięty, natomiast o poranku wypoczęty i rześki.
Świat jest Boży – westchnął. Postanowił zmienić nieco
porządek swojego dnia, tak, aby zminimalizować czas zmęczenia, a
poszerzyć przestrzeń rześkości. Zaczął od wczorajszego
wieczoru.
Położył się
spać nie, jak miał we zwyczaju, między północą, a pierwszą,
lecz już ok. dziesiątej. Po kilku wspaniałych, zaznaczonych
narcyzmem chwilach pojawił się problem. Hieronim Korcz nie mógł
zasnąć. Zrazu zaczął się wiercić, coraz bardziej niespokojnie,
aż się spocił i dał spokój. Potem próbował liczyć barany
skaczące przez płotek. Mniej więcej po 240 zamiast liczyć,
mordował w locie te skaczące barany, na początku bejsbolem, potem maczetą. Zrezygnowany wbił wzrok
w sufit i wtedy zaczęły mu się przypominać sytuacje, kiedy
popełniał gafy, kiedy się ośmieszał, wszystkie kosze jakie
dostał, chwile, momenty, kiedy zawiodła go męskość, zdarzenia, które
pokazywały jasno, jakim jest nieudacznikiem, porażki zawodowe,
zgubione pieniądze i dokumenty, zgubione klucze do domu, kretyńskie
zakupy, na jakie dał się naciągnąć, imprezy na których się schlał i zbłaźnił, i jeszcze wiele sytuacji, do
których zazwyczaj wstydził się przed sobą przyznać.
W efekcie,
kompletnie rozjechany, zasnął zajęczym snem ok. czwartej nad
ranem, a o piątej wstał. Był zdruzgotany, sponiewierany fizycznie i
psychicznie. Przemył twarz, niechętnie przyglądając się swojej
sinej cerze i worom pod oczami. Zamiast kawy zaparzył sobie melisę
i sączył ją klnąc gardłowo, szpetnie, nieustępliwie.
Po drugim kubku
melisy Hieronim Korcz zadzwonił do pracy, że bierze wolne, ubrał
się i pomimo siąpiącego chłodnego, październikowego deszczu,
poszedł na długi spacer gdzieś, wszystko jedno gdzie, byle dalej od siebie.