Czarek Samuel K.

środa, 16 marca 2016

Pora trzecia: Zmrok



I oto obiekt z przestworzy osiadł w mieście
Mistrz Rzeczy Niemożliwych oderwał wzrok od kartki papieru
z której biły jak dwa gorzkie źródła oczy szatana
zmącone długim pozowaniem.

I struchlał Wielki Pustelnik
przecierając powieki zauważył bowiem siedzących na fotelach
stojących nad sobą leżących pod ścianami
ludzi którzy także zastygli
na jego widok.

Przez cały dzień pochylony nad biurkiem
nie mógł dostrzec tych
którzy zajmowali krzesła fotele
i zydelki.

I oni nie mogli się zakraść do jego oczu nieobecnych.

I oto spotkanie którego się zawsze bał
pisał od lat o ptakach martwych rzeczach miastach kubłach
i ostatnio coś co do niczego nie było podobne
ani do tego świata ani do żadnego innego.

I zląkł się Mistrz że przyszła pora
żeby złożyć sprawozdanie przed Śmiercią
która podejrzewał że różne kostiumy przybiera.

Patrzył więc na postacie
a tu z głębokiego fotela sam Dante się kłania
a z drugiego Miguel Cervantes
a z trzeciego Lord Byron głowę pochyla
i zjadliwie klepie Mistrza po ramieniu.

Cofnął się Wielki Pustelnik
zasadzkę podejrzewając
a tu zza pleców twarz Owidiusza zagląda i twarz Walta Whitmana
i Mary Shalley się uśmiecha mgliście.

I widzi mistrz
jak wyłaniają się
Rimbaud, Baudelaire
Turgieniew
Gauguin
Steinbeck
Goethe
Van Gogh
Sofokles
Tołstoj
I widzi twarze
Henryka Ibsena
Edgara Allana Poe
Jorge Luisa Borgesa
Tu Fu
Jonathana Swifta
Julio Cortazara
Ernesta Hemingwaya
Gabriela Garcia Marqueza
Henry Millera
i Rumiego.

Mistrz znów się cofa
a drogę mu zagradza George Bernard Shaw
a z drugiej strony Figury Historii.

Tam Historia Piękna
tu Historia Narodów
myśli Mistrz
a wciąż ktoś wstaje
i ktoś inny siada
to Cezar to Hadrian
to Bonaparte to Karol Wielki
to Kościuszko to Danton
(he he – uśmiecha się Mistrz na wspomnienie szkolnej ławki)

A już kłaniają się Mistrzowi
Czesław Miłosz
Honore de Balzac
Joseph Conrad
Robert Hayden
George Eliot
Frank O’Hara
i Ezra Pound

i warta po warcie
pełnia tu straże
Wieki Maniery i Style
Estetyki Filozofie i Religie
Dramaty Komedie
i drobne epizody dzieciństwa.

I Wielki Pustelnik moczy czoło szmatką
aż zniknie ostatni z intruzów Przeszłości.

A gdy znów ogarnia spojrzeniem Dom
widzi puste krzesła fotele sofę
i sam już nie rozumie co poza nim się dzieje tu jeszcze
i nie wie jak to Czas
ręką jego kieruje
i nie wie kto korektę wierszy mu przeprowadza
w tym świetle snów symboli i Historii.

I chciałby się zanurzyć w ciemności
ale zmrok dopiero do stóp się łasi
a po pokojach krążą czyjeś głosy
i szmery
których nikt nie wydawał.

Dom Wielkiego Pustelnika
w nową konstelację wchodzi
a na zewnątrz
między Nocą a Dniem
zaczyna się gra o jasność miasta.

Po stronie Nocy stają domy
ciemniejąc w milczeniu
ulice natomiast przechylają niebo
na stronę Dnia
ogniem latarni oświetlając oczy słońca
które roni kroplę krwi
niepotrzebna łzę nad światem
i zapada się w studzience ulicznej.

A wewnątrz Domu Wielkiego Pustelnika
szykuje się nowa zdrada
i nowy spisek wylęga się pod okiem Mistrza.

Gdy tylko Mistrz odwrócił głowę od kartek
postać poza biurko czmychła
i inne postacie do skoku gotowe
a gdy Mistrz czuwa myśli z niepokojem o tym co się stanie
kiedy wieczór na palcach wejdzie do mieszkania
i na dobre się wszędzie rozgości.

A tymczasem kartki powoli ale systematycznie
cofają się niby bez przyczyny niby tak sobie
ale w coraz głębszą toń mroku idą.

I jeszcze widzi Mistrz swoje kartki
jeszcze na uwięzi wzroku trzyma oczy szatana
ale osacza go już Noc
zwalając się raptem na jego barki
przygniatając i tłumiąc
ostatnie siły
i ostatnia moc Mistrza ostre spojrzenie na zapiski
nie zdaje się na nic.

Postacie odchodzą na wielki więc ciemności
zakryte
tajemnicze
i zdolne do wszystkiego.

I gdyby ktoś stanął w oknie
zobaczyłby scenę
nierealną
Mistrz rozmawia z własnymi dłońmi
i do własnych oczu przemawia
wykazując wyraźny bunt i rebelię rzeczy skierowaną
przeciwko niemu.

Ale obie ręce już nieposłuszne Wielkiemu Pustelnikowi
także go opuszczają
bez słowa wyjaśnień
a oczy giną w długim tunelu śmiechu
jak dwie świece
płonące na dnie
smutku.

I umiera ostatnia sekunda nadziei
że da się odwrócić kolej rzeczy
ale świat poza człowiekiem
ma swoje kosmiczne drogi
równie niejasne jak niejasne są myśli człowieka
choć są żywe i świecą
jak
duchy z kartek Mistrza
na odległej
planecie życia.

Jeszcze nie zabierajcie tej sowy co śpi na poddaszu
jeszcze ciepło oddycha miasto
i ulice do wód niskich schodzą
jeszcze ręce Mistrza z wędrówek dalekich nie wróciły
jeszcze Czarny Motyl nie zafurkotał pod sufitem
jeszcze dwie źrenice Wielkiego Pustelnika
jak dwa spróchniałe drzewa
w ciemności świecą.

I Dom w Centrum Samotności
wypełnia się cieniami
a każdy cień z innego lądu tu przybywa.

Wyciągnijcie tylko rękę
a w powietrzach popłoch powstanie
i zamieszanie wielkie.

To gdzieś przestrzenie się zwołują
żeby się wspierać wzajemnie.

Nie idźcie jeszcze po sowę
która między belkami poddasza śni swoja mądrość wieczystą.

I kota nie budźcie
który wczoraj obok biurka Mistrza fotel gruby
jak szynka zjadł
a dzisiaj z wyprostowanym ogonem
od drewnianej nogi odszedł
zawiedziony, ze krzesło to nie kiełbasa.

I nie dziwcie się don Kichotowi
który wykorzystując mrok
na wiatraki w cieniu zamyślone
rzuca się z lancą
z podłogi wyrwana jak na rycerza dworskiego
bo nie wie don Kichot że wiatrak prawdziwy
już w głowie Mistrza
realne kształty przybiera
i niedługo na wzgórzu za domem stanie
i wtedy don Kichot napisany
na rzeczywistość się porwie jak Wielki Pustelnik
na kartkę zbielałą.

Wiele jest jeszcze znaków na niebie tego Domu
gdzie cienie w porze wieczornej
swoją lożę mają.

I tylko spójrzcie co się dzieje
gdy Mistrz jak ślepiec idzie przez pokoje czarne
i do ścian przywiera
do rzeczy mruga
do biurka tajemnicze modły wznosi
jakby do Pytii szedł na rozmowy.

Tylko spójrzcie jak Wielki Pustelnik
wśród przedmiotów i materii martwej
duchy wywołuje
i nikt by nie uwierzył że w ciemności
śmiać się można
z Losu szydzić
który wciąż nad brzegami miasta
z białą laską
własnej drogi szuka
i ze słabości ciała kpić
i z ironicznym błyskiem myśli
o nieśmiertelności w śmiertelnej
materii życia śnić.

Jeszcze nie wybierajcie z gniazd ptaków ciemności
jeszcze nie czas na świat
który by trwał wiecznie
w nieskończoności naszych jasnych chwil w owych mgnieniach
ciała zagubionego w lęku
który by trwał wiecznie
w ułamkach sekund
jak błysk noża
jak jęk
tych co w agonii
ostatni krzyk
z gardła wypluwają.

Jeszcze nie czas na nieśmiertelność
naszych dłoni poskręcanych reumatyzmem
naszych palców co opuszkami żadnej młodej piersi
dotykać nie mogą.

Jeszcze nie czas na nieśmiertelność
naszych oczu
w których śmierć słońca wygasza.

Więc nie płoszcie tego wieczoru
co zakradł się już do Domu Wielkiego Pustelnika.

Tylko uważnie spójrzcie na ruchy Maga
tropiącego Prawdę Czasu
zamkniętą w czterech ścianach i
w gęstej bryle ciemności.

Spójrzcie płonącą wyobraźnią
zajrzyjcie głęboko na dno życia tego człowieka
gdzie z przerażenia goryczy i bólu
śmiech szyderczy wypływa.

Ale oto i on w blasku ledwie płonącej zapałki
wyłania się z płaszcza snów
z worka pełnego marzeń
i szuka świecy między pustymi krzesłami.

I oto podchodzi do okna i zapala jedna świecę
i podchodzi do drugiego okna
i zapala druga świecę.

I sam siada w starym fotelu
by być przygotowanym na nadejście Nocy
w którą się nagle rzuci
jak w czarną głęboką wodę.

A ci co spojrzą na Dom Mistrza z zewnątrz
z dalekiej doliny
albo z ulicy
zauważą
jak z tego Domu wysuwają się od strony okien
dwa długie szerokie i białe skrzydła
i wolno unoszą się do góry.

To światła Nocy
zapaliły wewnątrz kamień domu
i dom odrywa się od ziemi
wchodzi
na daleką drogę mleczną
zamieniony na moment w płonącą gwiazdę śmierci.

A wewnątrz Wielki Pustelnik
szybuje po niezbadanych pokojach
życia.

sobota, 12 marca 2016

Pora druga: Dzień



Oto słychać jeszcze dalekie kroki tajemniczych postaci
a Mistrz i Wielki Pustelnik unosząc się jak duch
nad światem martwej materii
dokonuje przeglądu mieszkania
i szybuje nad przedmiotami
wbijając wzrok w formy
które nie mogą znaleźć swojego przeznaczenia.

Niejasny cień Mistrza
z coraz to innego kąta wygląda
w ogromny popłoch inne cienie wprawiając
i padają na podłogę wypełzają spod szafy
kryją się w dziurkach od kluczy.

A wątlutki ostatni cień świecy
czmychnął aż pod sufit
i przerażony wysokością
z jękiem spadł wprost na nogę Mistrza.

I wówczas twarz Wielkiego Pustelnika
jakby się rozjaśniła
to przez powietrze przemknął pulsujący sygnał piekieł
rysując czoło Mistrza radosnymi kreskami.

Wielki Pustelnik nachylił się nad otchłanią
własnej świadomości rojącą się od świateł płonących oczu
zagadkowych postaci nieśmiertelnych idei
i gwiazd spadających w przepaść.

I wtedy uświadomił sobie straszną zdradę Nocy
dostrzegł w kilku obrazach puste oczodoły ludzi
których stworzył żeby widzieli
i dostrzegł jakby początek nieograniczonego spisku Historii.

Im bardziej nachylał się nad głębinami
własnej świadomości
tym coraz ciemniejsze stawały się widoki
odsłonięte przez świt.

Oto poczuł jakby przed sekundą
przesunął się przez pokój człowiek z kosą na ramieniu
i w niewytłumaczalnym lęku
odszedł
kosę wieszając na drzwiach.

I uśmiechnął się krzywo Mistrz
widząc w tym jasny znak tajnych związków
przeszłości ze współczesnością.

I ledwie pomyślał o tym
jak z jednej ciemności
inna się ciemność wyłania
i jak jedno światło inne światło ku ludziom wysyła
i jak ten co się oddala zbliża się ostro do naszej pamięci
i jak ten co przybywa wciąż przybywając odchodzi już od nas
i jak ten co smutek nam niósł
w radość nasz smutek przemienia.

Ledwie pomyślał to Mistrz, Pustelnik Wielki
a nowa forma w oczach Mistrza rysunek swój znalazła
i ta już forma inne formy niosła.

Nie miał wytłumaczenia dla sierpa
co wisiał na ścianie
jeszcze jakby drżący jakby czyjaś ręka dopiero co
oderwała się od niego
a przecież nikt stóp w tym pokoju od rana postawić nie mógł.

Do kogo należał ten bot ten drewniak niderlandzki
przez jakie krainy przedostał się człowiek
i dlaczego mu sił zabrakło
że zatrzymał się tutaj.

Zdumione postacie z kartek
jak zaczarowane
odmienne życie niż wczoraj już tchnęły w martwe porzedmioty.

Don Kichot zawisł nad swoim sługą
jak jastrząb nad myszą
i najdziwniejsze że głowa jastrzębia do jastrzębia wróciła
a do głowy sowy wróciła sowa.

To tu to tam jednak czegoś wciąż brakowało
tam pióra w skrzydle ptaka
tam oka w głowie osła
nadziei w twarzy Żyda
tutaj czyjeś niedawne echo w pobliżu się błąkało.

I wiedział to Mistrz
i rzeczy wiedzę swoją miały o świecie
i wiedziały że świat
inne kształty dla innych oczu przybiera.

A mimo to
i Mistrz i rzeczy
jakby niepewne były tego co się w nocy zdarzyło
i teraz rzeczy
jakby się skradały ku sobie śląc wieści mgliste
o tym co na powierzchni świata a co głębiej się ukrywa.

Nie, to niemożliwe, żeby to, co oczywiste, w symbole jak w ciążę urojoną zajść mogło, pomyślał Mistrz i kiwnął ręką. Ale mieszkanie trwało nieporuszone. Mistrz, Pustelnik Wielki mrugnął do Otchłani, ale za wcześnie było i szatan w niczym pomóc nie mógł.

Ten Dom to obłąkanie, pomyślał po raz któryś Wielki Pustelnik i rozprostował kartkę. I wtedy gdy podniósł oczy, ze zdziwieniem stwierdził, że został osaczony przez duchy Historii, przez sny przeszłości, i przez światy Umarłych.

Z głębi Ziemi czyjeś głosy przeniknąć chciały. Jakby to, co było pod podłogą, kryło inne tajemnice niż tajemnice gleby, i jakby to, co nad sufitem się wzniosło, inne jeszcze poddasza miało.

A ulice odsłoniły swoja nagość
wyciągając długie stopy na północ
i rozkładając ręce jakby mimowoli.

Zgarbił się stary park w pobliżu
i niewyraźnie mrugało bajorko pod mostem
a łono rzeki falowało wydając ciche pomrukiwania
tylko parkowa alejka wykręcała się przed wszystkim
i tak ginąc do końca
w białym gardle miasta.

I zdawało się że nie ma żadnego związku między domem
co stał w centrum samotności
a okolicznym miastem
wiszącym nieruchomo nad dachem.

A jednak naładowana elektrycznością przestrzeń
co innego mówiła
i był jakiś ruch świateł
jakaś dyskretna misja promieni
jakaś wymowna gra blasków i cieni
wokół ścian.

Czuło się że Dom Wielkiego Samotnika
zatopiony w ciszy pracuje wewnątrz
mięśniami których nikt i nigdy
dostrzec nie zdoła.

Tym trudniej było zauważyć
jakich posłańców mają okna skupiające po wewnętrznej stronie
sine ogniska jak oczy wilków błyszczące
w gęstej Nocy
były to jakby zmowy luster
odbijających swoje oślepione
oblicza.

Nie można było zrozumieć szczelin tego Domu
ani plam i zacieków
ani progów sztywnych jak zła wola
ani nawet komina
który także prowadził dyskretne rozmowy
z przestrzenią
wysyłał sygnał
i krył zużytym powietrzem
wszelkie nowiny.

Dom był niby zabłąkana w jasnym kosmosie
czarna planeta
szukająca swojej orbity.

Nie można jednak wytłumaczyć tego
co było świetlista energią
w tej ciemnej materii bytu
emanująca niewidzialnymi promieniami
na miasto.

A Mistrz, Wielki Pustelnik, Artysta Rzeczy Niemożliwych zamknął oczy, myśląc, że zjawy, widma i niepokoje znikną. Zamiast tego ujrzał światy niebywałe.
Najpierw płynęła ku niemu ogromna fala. I pomyślał Mistrz, że to przyjaciele jego młodości, ci z miasta, z autami na ramieniu, co zginęli w nieznanych okolicznościach. I dojrzał, jak grzywy fali zmieniły się w grzywy przyjaciół. I jak z tej jednej fali, druga wypływa, a z drugiej trzecia, a z trzeciej czwarta. I coraz więcej twarzy, coraz więcej rąk, nóg, wspomnień, tęsknot i niepokojów. I usłyszał huczenie oceanu. Zasłonił oczy dłonią, ale fal przybywało i przybywało. Otrząsnął się. Podniósł powieki.

Na podłodze leżała martwa ryba.

Gdy zamknął znowu szum wiatru usłyszał
i inne obrazy popłynęły ku niemu
w wielu oknach chore płomyki migały
to źrenice czasu dawały mu znać o sobie.

Nad drzwiami fotografia tych
których w żadnym mieście już nie było.

I otwierał teraz oczy Mistrz, Mag Sztuki Niemożliwej i zamykał oczy
zewsząd płynęły słowa obrazy wołania grymasy i krzyki.

To jakby kawalerię usłyszał
a ze ściany tylko złoty róg zwisał
nikomu niepotrzebny i zapomniany.

To jakby morderczy cień powstańca nachylił się nad nim
a to tylko bagnet sczerniał i kosa sczerniała.

To jakby surmy grały, jakby bębny, dzwony i wici płonęły nad miastami, a to tylko ogień trzaskał w kominku i rury stękały w piwnicy.

Trzymał Mistrz, Pustelnik Wielki rękę na kartce
aż światło lancą don Kichota uderzyło mu w oczy.

Zamrugał jakby się chciał otrząsnąć od zwidów i mar
od głosów Pamięci i Mgły.

I nie myślał już o nieśmiertelności
patrząc na niebieskie nitki swojej reki śmiertelnej
a przez Dom przeszło westchnienie
i nie wiadomo było czy to don Kichot westchnął
spojrzawszy na chuda klacz
czy to przestrzeń się otworzyła na mgnienie
i stamtąd się westchnienie wymknęło.

A przez pokój rzeczywista konnica popłynęła
i ciemne ptaki przeleciały a postaci z kartek
aż za biurko wyjrzały.

I tylko jedna kartka biała leżała naprzeciw
Pustelnika niczym nie wypełniona.

I nie wiedział już Mistrz co się stało w świecie
że w kartkach takie poruszenie.

Tylko się niepomiernie zdziwił że z kartki
której jeszcze niczym nie zapełnił
chytrze mrugało na niego
ogniste oko szatana.

I usłyszał w sobie jakby szum skrzydeł
a gdy uniósł ramiona poczuł
że stopy nie dotykają już ziemi
płynął ku obłokom
zdołał się tylko obejrzeć
i zauważył jak macha ku niemu
jego własna dłoń znad pustego biurka
ale już był w powietrzach oderwany od rzeczywistości
współczesny poeta Artysta Świata Nieobecnego
podzielony i nie pogodzony ze sobą
między życiem a śmiercią zawieszony
niepewny tego co go spotyka
a pozbawiony już władzy nad minioną nocą
Wielki Pustelnik tragiczny i tragikomiczny znak Sztuki
na zawsze bez zrozumienia
Artysta Chorego Wieku
i Największej Gonitwy Człowieka
po orbitach zdarzeń i domniemań
nieustający wędrowiec i poszukiwacz granic prawdy
a w gruncie rzeczy dziecko ciemności
smutny cień czasu
zagubiony jęk
płynął nad dachami miasta
a ludzie kiwali z politowaniem głowami
i patrzyli na siebie porozumiewawczo.

A on Wielki Czarownik
wysunął do przodu nagą stopę
jakby na kamyk miał natrafić
na piasek na trawę
która przywróci go realności
a napotkał tylko pustkę
i osunął się w mrok
coraz głębszy i głębszy
i był jak ptak
w huczący wodospad rzucony.

Szedł na spotkanie z Wiecznością.

Tylko wciąż się dziwił, że ten drugi, z jego dłonią, pochylony nad pustą kartką, z rozgorączkowanym czołem i napiętymi nerwami, coś mówi do siebie niewyraźnie.

Z niedowierzaniem spojrzał z góry na dom
pełen duchów
i pomyślał z goryczą że ten co został
z jego dłonią nad pusta kartką
jest nieśmiertelny
skoro żyje w świecie tylu innych światów
i mieszka w domu
tylu innych domów.

czwartek, 10 marca 2016

dziurawe prezerwatywy


     „W Republice Polska nie mają znaczenia demokratyczne wybory, prezydent, rząd, Sejm, Senat, ważne jest tylko zdanie obywatela zwanego Andrzej Rzepliński, nominata partyjnego do jednej z funkcji państwowych, a jego zdanie jest ostateczne i bezwarunkowo podlega wykonaniu”.

     Skrzaty nudziły się ostatnio na swoich nocnikach. Ta wiadomość wywołała wśród nich poruszenie, które przejawiło się mruczeniem i wzdychaniem.
Z butą stwierdziły, że nie są w niczym gorsze od obywatela Andrzeja Rzeplińskiego, a nawet jest ich więcej i po naradzie w pełnym składzie, w obecności Wielkiego Ducha Skrzatów ogłosiły, że prawo wg. którego skrzaty dotyka ślepy los, poniewiera i skazuje na bycie mrukliwymi skrzatami jest niezgodne z konstytucja galaktyki Droga Mleczna, bo zostało ustanowione wbrew ich woli i od najbliższego szabatu nie obowiązuje. Wyrok jest ostateczny.
     Po czym skrzaty puściły zbiorowego bąka i się uśmiechnęły szeroko. Potem wystukały na nocnikach etiudę rewolucyjną i kilka pieśni Lluísa Llacha. Idzie wiosna.



niedziela, 6 marca 2016

Pora pierwsza: Przed brzaskiem



Nie budźcie sowy jeszcze zapach ciemności
potu i nieśmiertelnych snów krąży po pokojach
jeszcze tęsknie pojękują rury ogrzewania
ostatkiem sił wtłacza ciepło agregat
co stoi pracowicie w piwnicy
i sucho trzaska mróz za szybą
łamiąc drobne gałązki
i przykleja sine czoło do okna
przerażony skostniałymi wróblami
i niszczycielska mocą własnego oddechu
tylko gawrony jak ślady zła na ziemi
ironicznie zmieniają rytm swoich ruchów
w parku
okrążając ławki
skazane na pustkę jak śmiech okrągłą.

Nie budźcie sowy bo padnie spod sufitu
przerażona swoim ostatecznym kalectwem
ujrzy bowiem własna głowę bez reszty ciała
i jastrzębia bez głowy
wciśniętego w kąt.

Jeszcze nie pora na ziewanie domu
Pan, Pustelnik i Twórca Absurdalnego Świata
zaklął w kartkach i obrazach duchy
a ciała ich krążą w domysłach
i co chwilę wyrzuca w przestrzeń
krzyk wołanie lub cichy płochliwy chichot.

Jeszcze nie czas żeby
poddasza uniosły senne powieki
żeby kur z radia daleki zaplątał się we własnym głosie
żeby do któregoś pokoju wśliznął się cień
zwariowanego ptaka.

Wielki Pustelnik, Pan na Włościach Słowa
przechadza się po ciemku po salonach światła
mruczy do ściany która go nie słucha
przemierza krainy zalane słońcem
snuje plany podboju świata
nie widząc jak malutka sikorka
wybiega z jego odsłoniętej źrenicy
i szyderczo popiskuje
mając przed sobą
kawałek słoniny powieszonej na drucie.

Wielki Pustelnik mistrz papieru długopisu
i odwiecznych snów o nieskończoności
powoli odwija się z bandaży nocy.

I teraz dopiero o brzasku następuje dramat domu
odcięta ręka nad głową Mistrza jeszcze się kołysze
w nieodgadnionym bólu
otwarte oczy latarni
skierowane na wszystkie strony
wyglądają jak cztery zjawy nie mogące się wydostać
zza szkła
klucz zawieszony na wieszaku
przypomina winnego
który dopiero co uchylił drzwi
tajemnicy
i dał jej szansę
żeby rozpłynęła się w przestrzeni
niewidoczna i dobrze chroniona.

Do domu wciskają się pierwsze cienie
niebieskie białe ze zmąconym wzrokiem
kot mruga raczej bezmyślnie do narysowanego osła
ktoś puka.

Wielki Pustelnik wyłania się z kryjówki
a za nim skulony w kłębek
ostatni szczur mroku czmycha pod nogami.

I oto Mistrz
jeszcze nie całkiem zdjęty z krzyża niedawnych cierpień
rozdwojony między tym co było a tym co niewiadome
słucha jak cicho przesuwa się gdzieś pod ścianami
a może pod sufitem jakieś złe przeczucie
rzuca się więc do obrazów tknięty fatalna myślą
że w ciemności umknęły też postacie zaklęte w kartkach.

I oto co widzi
na koniu don Kichot bez lancy
i Sanczo Pansa bez tobołka
stanęli w zdumieniu wielkim
a z kilku innych kartek
wychylają się ku niemu bohaterowie
ze smutnymi oczami
milczą i patrzą w oczekiwaniu.

I dopiero teraz Mistrz spostrzega
że coś się tutaj działo baz niego
ktoś z kimś prowadził jakieś spory
ktoś z kimś przeciwko komuś spiskował
(a nie daj Boże, to przeciw mnie te moje duchy
z kartek spiskowały, myśli Mistrz i patrzy na nie
jeszcze uważniej).

Mistrz nie wie co myśleć o tym że
na jednym obrazie brak fotela a głowę by dał uciąć
że wczoraj był tam jeszcze.

Ale patrzy a fotel stoi obok
a koło fotela lanca której brakuje don Kichotowi.

Z gwoździa zwisa warkocz dziewczyny której brakuje
na kartce
samotny Żyd
jeszcze niedawno płynący nad miastem
teraz przybity do ściany.

Mistrz, Wielki Pustelnik
zmieszany i w kłopotach
zaczyna wątpić w świat który stworzył
ale wtedy zegar rzuca w przestrzeń głos
i głos ten woła
i przyłączają się inne zegary
i wołanie idzie od ściany do ściany
od domu do domu od ulicy do ulicy
idzie wołanie przez świat
by poruszyć sumienie Nocy
która skryła się za latarniami
zabierając wraz ze sobą zagadkę
ciemnych rozmiarów postaci
i mrocznej tajemnicy obrazów
które nie zdołały wypełnić się rzeczami ludźmi zwierzętami i ptakami
tylko wypychają przed siebie puste miejsca
pola do domysłu.

I oto Wielki Pustelnik
patrzy na drzwi
znów powtarza się pukanie.

A gdy dom szeroko ziewa
w drzwiach staje facet
osobisty przedstawiciel szatana na ten obszar
emisariusz nieba
i skrzypi jak stare drewno.

Mistrz
wie teraz na pewno
że wraz z tym facetem
także wyszedł z kartki.

A z mojego pokoju
wylatuje czarny motyl zwany Szeli
i kieruje się
do chmur wznosząc się nad dachami.

A z innego pokoju widzę jak wykwitają
dwa niebieskie płonące zagadkowe kwiaty
dwie plamy słońca zwane Annami.

A Mistrz dotykając nogami ziemi
sztywnymi palcami odrealnia już rzeczywistość.

Dom jest bliski obłąkania.