Czarek Samuel K.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Hieronim Korcz




     Hieronim Korcz płukał w durszlaku truskawki, błyszczały aromatyczne, słoneczne. Potem obrał je z ogonków i wyłożył na talerzyk. Mruczał sobie przy tym różne apetyczne melodyjki, jak zawsze kiedy był zaskakująco zadowolony z czegoś, albo z siebie.
     Nieoczekiwanie zatrzymała go myśl, że jest bardzo mądrym człowiekiem, bo nie kupił od żadnej podejrzanej firmy złota. Co prawda nie miał takich pomysłów, ale mógł mieć. Gdyby kupił zaraz chciałby mieć kilogram, a może sto. Zastawiłby dom i ten w Tel Avivie też, polisę na życie, motor, samochód, puste akwarium i kota z obróżka na pchły. W efekcie poszedłby z torbami na psy, albo pod most i stracił najwierniejszego przyjaciela – kota Kicię. Tak, odczuwał błogie spełnienie swojej gorączki złota w postaci sygnetu i Tarczy Dawida na łańcuszku.
     I wtedy własnie, kiedy ozdabiał truskawki śmietanką twarz rozciągnął mu krzywy grymas, bo pomyślał, że zamiast 20 dag owoców na talerzyku mógłby mieć całe pole. A nawet dwa pola. Co tam, plantację kaszëbskô malëny z opcją kontraktu na eksport do Rosji, albo na Zanzibar.
     Hieronim Korcz westchnął: – Ech. Posypał truskawki odrobiną cukru, choć był cukrzykiem i powziął dramatyczną decyzję, że musi kiedy spokojnie przeanalizować i rozważyć swoją skłonność i podatność podejmowania ryzyka. Pomruczał w zadumie „If I were rich man...” po czym łypiąc podejrzliwie na truskawki zaczął je wcinać po chamsku i z lubością oblizując łyżeczkę.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz