Czarek Samuel K.

piątek, 1 lutego 2013

Opowieść eschatologiczna



Wadzę się z Prawdą siedząc w drzwiach na progu
pękają drogi w domu rośnie trawa
kto grób ominie też nie będzie żywy
– oszukam bejt olam – gadatliwy piecuch

Nie trzeba było filetować winy:
ostre odkładać na sam rąbek żalu
miękkie obnosić – ten głód jednolity
jak śpiew kantora ryby wyławianie

Sieci są gęste nawet popiół śmierci
już łowią ze mnie Jak głos manekina
niosą do witryn – ciężka to przestroga

dla ust barwionych – iskrzą się płomienie
palą się moje znaki słów zasiewy
gdy Prawda bliżej – niż ja swego ciała






poniedziałek, 14 stycznia 2013

Kołysanka



Ciemno
(nade mną ponoć punkty jasnego światła)
duszno
jak w przeciwgazowej masce
jak w nie swojej twarzy

przy diodowym świetle obchodzę
święto zgaszenia słońca

Opalasz się w blasku palców i fajerwerków
później
strzelasz z łuku Do
punkcików co lśnią wysoko
a ze słuchawek rozkaz Do
spoczynku wzywa.
Rozbrajasz się z łuku rozbierasz się z myśli

* * *


W nawiązaniu do wiersza. Cechą czasów jest zastępowanie myśli narracją. Dla mnie imponującą wykładnią potwierdzającą tezę są tysiące niemożliwych do przeczytania przez nikogo dzieł filozofów o śmierci filozofii. Poza tym niemal wszystko.






niedziela, 13 stycznia 2013

Edmond Jabès



Trzy zwęglone tysiąclecia, trzy zwęglone punkty, tutaj, takie bezbronne.

Czy nie przybyłem z krainy milczenia, by odnowić punkt z naszymi granicami?
Ziemia w zagłębieniu snu, jak miedź w głębi kopalni, jak pieczęć pośrodku czoła;
jak na pochmurnym niebie
przyjazna gwiazda

Nie ma ziemi bardziej miłującej twój krok. Tu spoczywają wieki rozpaczy i odnowy.
Słuchaj. Ucz się; bowiem nasz płacz użyźnia ziarno, a kłos jest zawsze w naszym czasie.

Jesteś tu. W piasku źródeł. Gdzie jesteś?

U źródeł piasków. Tu cię poznałem. Twoje spojrzenie spoczęło na mnie. Byłem przechodniem.

* * *

Proszę wybaczyć cytat. Idę w dół strumienia, a strumień nie istnieje bez źródła choć w każdym czasie i miejscu jest innym kubkiem ochłody.

sobota, 12 stycznia 2013

Piosenka



Moje przeszczepione serce
moje nogi elektryczne
ręce z drewna w rękawiczkach
z bardzo czułej skóry

mózg chemicznie wybielony
głowa prosto od tokarza
tułów spreparowany z grecji
w każdym czasie harmonijny -

tak istnieję – rozstrzelany
na tysiące różnych części
każda z nich tak bardzo moja
że nie moja
tylko śmierć






poniedziałek, 7 stycznia 2013

Milczenie



Milczenie...

Otacza mnie szczelnie –
tak bursztyn zamyka owada
muzyka – dźwięki

W milczeniu surowym jak więzienny korytarz
słyszę: oto cię czuli
nóż do dłoni
spojrzenia
napinają się w walce
umiera ktoś
kto długo bęzie żywy
prawda się wykrwawia
nie owinięta w bandaż obłudy

Milczenie:
ostrza znaków nie zagłuszone mową
wbijają się we mnie

Ciebie proszę
Tak, o Tobie mówię
nie milcz
bo to ostatnia trwoga






środa, 2 stycznia 2013

dziurawe prezerwatywy



     Krasnoludki odczuły zamieszanie, były na granicy wzburzenia. Człowiek był nieustabilizowany, pojawiał się i znikał, mruczał. Poza tym w załóżkowie wpadła kartka papieru, którą starannie obejrzały. Zwołały naradę, która sprowadziła się do opowiadania krasnoludkowych legend, uzgodniły, że krasnoludki zawsze były i w związku z tym zawsze będą niezależnie od końców świata i nowych roków.
     Kartkę starannie podzieliły i rozłożyły wśród nocników po czym przysporzyły się do medytacji, czyli na prawym lub na lewym boku poszły spać.






poniedziałek, 31 grudnia 2012

Życzę ci na Nowy Rok



Życzę ci, żebyś była szczęśliwa. Tobie życzę, żebyś był szczęśliwy. Więc zdrowia ci życzę i niech los ci sprzyja.

Czarek Samuel.





sobota, 29 grudnia 2012

Opowieść transcendentalna



Chciałbym w zwięzłych zdaniach zawrzeć opis tej wędrówki
jak powoli śnieżny pagór ponad mnie wynosił –
I gdy w dole kierowcy niespiesznie potrącali przechodniów zapadały się rosły groby
innym nie pomagał już alkohol i trzeszczały w lodzie
serc zdrajców zakrzywione jak noże języki kobiet
a chmury całe pochłonęły światło by rozjaśnić
zmarłym ich pionowe drogi pod śnieg zaś tutaj jedynie mój jasny
wzrok witaminizował ciemność kruszył na łatwo przyswajalne cząstki
– Szklany pagór niewzruszenie niósł mnie z podglebia w podniebie
tak bym czołem dotknął nieba lodem Boga schłodził

I stało się w końcu choć zgodnie z zasadami
ziemskimi tylko demokratycznie
Przez jego białych posłów: gwałtownie
na moim czole topniejące płatki






środa, 26 grudnia 2012

Opowieść liryczna



Dotknąć twojej skóry Za wszelką
cenę dotknąć
Aaa! Przytulić dłoń Zatupać z żądzy
Rozwiesić niebieską tętnicę na strychu – ciii nie opowiadaj Na strychu
pożądania





wtorek, 11 grudnia 2012

Hieronim Korcz




     Hieronima Korcza zasypało. Trudno powiedzieć jak dokładnie, ale patrząc na donice na tarasie, na jakieś 30 cm. Tak czy inaczej fakt zasypania wprawił Hieronima w pomieszany nastrój. Otworzył drzwi żeby zlustrować i ocenić, mrużąc oczy nieufnie spojrzał na szuflę do odśnieżania, po czym przeciągnął się i uśmiechnął szeroko. Jakby brał we władanie tę biel, zasypane ścieżki i tropy na nich kocie i ptasie, białe niebo i ugięte pod nim krzaki i drzewa. Uśmiechnął się szeroko, bo było pięknie.
     Zamknął starannie drzwi. Podkręcił ogrzewanie o jeden stopień po czym podszedł do odtwarzacza i wrzucił na chybił trafił płytę. Nalewając sobie z dzbanka herbatę usadowił się wygodnie w fotelu, nogi powędrowały jak zawsze na półki z książkami. Przymknął oczy i dotykając jak światła dźwięków pomyślał, że może jest szczęśliwy.


* * *


     Następnego dnia Hieronim Korcz nadal był zasypany. Z przyczyn oczywistych, tzn. z nudów rozmyślał nad wyjątkowością daty 12.12.2012. Nie wymyślił nic ponad to, że coś go swędzi między lewym okiem a lewym uchem.
     Zdegustowany sięgnął do pamięci zakopanej pod warstwą kurzu w książkach. Okazało się, że dla świata dzień 12.12.1212, a była to środa, też przeszedł w zasadzie bez echa, nawet bez czkawki. Niejaki Dawid Wielki Komnen, twórca Cesarstwa Trapezuntu oddał tego dnia ducha jako mnich Daniel w jakimś klasztorze po ucieczce do Cesarstwa Łacińskiego. Trudno jednak ten fakt uznać za potwierdzający wyjątkowość daty, w ogóle za fakt cokolwiek potwierdzający. Hieronim powiedział: - Ech. - Po czym poczłapał po szmatkę i wziął się za kurz, ale bez przekonania i tylko na tych półkach, na których go naruszył. Żeby nie było widać.  





poniedziałek, 10 grudnia 2012

Dopóki jeszcze




Dopóki jeszcze nie spalona twarz
dopóki ręce od rozpadu wolne
dopóki oczy jak bramy dla światła

Dopóki jeszcze możesz zobaczyć
dopóki jeszcze możesz powiedzieć
jesteś prawdziwszy niż gwiazda co zgasła
albo pieczęcie na ustach Boga

Bo żyje twarz
bo żyją ręce
bo żyją nogi
i twoje ślady przyjmie nawet kamień

o który się przewrócisz






środa, 5 grudnia 2012

Opowieść egocentryczna




Drugi ja
z kompozytów i kwarcu
– którego kocham na równi z pierwszym (tym
z wosku patyków i lęku) –
idzie naprzeciw pierwszego
naciera jak fala na klif
jak lawa na wioskę i
wiatr niesie wysoko jak
zawołanie 

Pierwszy staje na
palcach
rzuca weń jak
dziecko kolorowymi kamykami i papierkami po gumie do żucia

Czuję ich w sobie
pasowanie
i boje się

o drugiego i
w nim o pierwszego w
nim





piątek, 30 listopada 2012

Opowieść metafizyczna




Ścieżki
– po których iść
nie dotykając stopą błękitów z
nieba

Odległości
– które przebyć
szybciej niż myśl przybyć
z szybkością myśli

Lękasz się że nie
idziemy i prędkość jest nam obca
lękasz się że tak
stoimy i jest nam znane pogrążanie w tęsknocie

a ziemia która wysunęła
się spod stóp i objucza ci kark?

A wiatr co spędza rysy z twarzy?






wtorek, 27 listopada 2012

Takie są miejsca




Są takie miejsca gdzie zamarza słowo
nazwy się kruszą niby kora martwa co bez drzewa Łuna
w powiekach – piękne jest milczenie –
ciszę zachwycić tylko Bóg potrafi

głoskę powiedzieć Znaczy grzech powiedzieć Obnażyć
mowy nóż przy majestacie Jak przerębel w dłoniach
są takie miejsca

– ciszą naznaczone Że
słychać nawet krecią śmierć w ogrodzie
że ludzka Jakby chwilę się wahała –
stoję i milczę o zmilczenie duszy






piątek, 23 listopada 2012

Dzień z widokiem na rzekę Jordan




Każda litera to wysokość
każde słowo stromość i wspinanie

Ty jeszcze wyżej Bo 
we wnętrzu kartki tańczysz pomiędzy 
zarysami czcionek –

robię papierowe samolociki ich lot zawsze kończy się katastrofą

małych papierowych ludzi bez oczu
jeden miał nawet serce ale umarł Bo
serce biło tylko chwilę Podrzucam
papierowe kulki

Zawsze milczysz
kiedy nazwy usypuję z popiołu
kartki na sztorc stawiam w ogień

i tak się plączę w ułowieniu ciebie
jak głuchoniemy wpatrzony w Muzykę







niedziela, 18 listopada 2012

Hieronim Korcz




     Zapadł się Hieronim Korcz. Zapadł się w swoje myśli jak do studni, a w niej dudniła zwielokrotniona echem ich nawałnica ogłuszając go jak pluskwę przygniecioną pacnięciem Boga do własnej dupy. Tak właśnie było. Powodem tego zapadłego rozpacnięcia się Hieronima było może nie nagłe, ale narastające przekonanie o swoim nieprzystosowaniu, ogólnym i szczegółowym.
     Otóż Hieronim Korcz doszedł był przed zapadnięciem się w bezdenność do przeświadczenia, że jest źle. Jesienią było mu za jesiennie, zimą za mokro i za zimno, wiosną za mało wiosennie i za szaro, latem za słonecznie, w tłumie za tłoczno, w lesie za gęsto, na łące zbyt bzycząco, w łóżku nie z tą, albo nie na tym boku, w pracy to już w ogóle szkoda gadać, na widoku wstydliwie, w ukryciu depresyjnie, na ziemi za gruntownie, przez powietrza spadał jak kamień, a w wodzie tonął. Wieczorem za blisko świtu a w południe był już zmęczony i oczekujący świętego spokoju w pozycji horyzontalnej. Itd. Nie, nie itd. Do tego mgła, kapuśniaczek, chłód, noc po południu, Kaczyński i hołota rządząca krajem, a w zasadzie beznadziejnie haratająca gałę. Teraz itd. Wojny, pożary, powodzie, trzęsienia ziemi i głupia Anka. Itd.
     Hieronim Korcz westchnął: - Uch. Dopił wystygłą zmętniałą herbatę, wstał i poczłapał do kuchni kroić chleb do kolacji, na którą miał niedojedzony wczoraj kawałek pieczonej jagnięciny, z lodówki, zimny i jakby oślizły tym lodówkowym zapachem. Chleb się kruszył. Wtedy postanowił. Postanowił twardo bezkompromisowo i nieodwołalnie przemyśleć kwestię rzeczywistości alternatywnych, bo ta w której był zupełnie do niczego się nie nadawała, a on nie nadawał się do niej. Postanowił. Mimo szczerej odrazy do tych swoich zwanych procesów.





czwartek, 15 listopada 2012

Do ciebie do twojej osoby




Od samotności niszczącej Przez niszczący przypadek
przez pokuszenia gołe nogi Od gwiazdy drwiącej ukradkiem
nie bacząc na lęk wysokości przez mylne urwisko twarzy

Z nocy pierwszym metrem wzrosłej ogromnie stromo
że do niej wracać tylko ciszą –
między przewidującą policją dla niepoznaki przebraną w kąpielówki matek
w bezwstydzie palców Wpław wodą sfałszowanej śliny
przez słabą znajomość wirów –
od kilku słów pamiętanych niestrzeżonych Przez bezpłodność języka

Dziewczyno: od wyobraźni naglonej nadzieją obłędu
w fizyczny nie inny
wymiar męskości Przez piętra niższe Raju wargi winne






niedziela, 11 listopada 2012

W ten niezwykły dzień




W ten niezwykły dzień musisz zdążyć wszystkich
odwiedzić którym zmarli właśnie jacyś z bliskich bliscy
musisz podzielić się z nimi opuszczonym polem twarzy
umieć każda godzinę na połowę przepołowić
sprawiedliwie
musisz biec jeśli trzeba będzie Albo stąpać cicho
jeszcze ciszej Na widok Pięknej Pani wzrok zasmucić

Musisz pamiętać o ludziach starych i tych po trzecim zawale
do kieszeni wsypać trochę chleba Włożyć fotografię
i na koniec musisz wiedzieć kiedy przerwać wiersz
kiedy przerwać: życie miłość umieranie sen





środa, 7 listopada 2012

...jakby




Drzewa grają ciemność w tym wielkim teatrze nocy
gwiazdy biją brawo – odchodzą po mlecznej drodze
cisza rozwieszona między klonem a lipą
– struna którą trąca ręka niewidzialna
Nikogo – a jakby ktoś przechadzał się niebem
skrzypce milczenia ponad unosił
albo ktoś nieznany ukrył się przypadkiem
chronił płaszczem cienkie gałązki głogu i malin

...jakby ta obecność była tym co łączy
środek nieba toń ogrodu ciemność i lot nietoperza 
w tę samą Opowieść – która bywa milczeniem
głośnym i tak cichym
...jakby ta obecność była tuż przede mną






sobota, 3 listopada 2012

Odkąd przestałem




Odkąd przestałem liczyć na wiersz z głodu wiersz ze zmianą pogody
(to sprawdziłem: deszczom towarzyszy zamysł) wiersz
z niepamięci braku nagości dzieciństwa
albo na wiersz
prostą konsekwencję niezrozumienia poprzednich –
myślę: Biedny Kierkegaard
którego znów nie czytają Szczęśliwi co nie czytają Kierkegaarda
pośrodku idei masła i grilla już nie wypróżni się wierszem
nie zastraszy społeczności Nie zaleje słów krwawą biegunką
ekrany tabletów których nie tuli nawet niebieskie Światło