Rozbrajasz się z
łuku rozbierasz się z myśli * * *
W nawiązaniu do wiersza. Cechą czasów jest zastępowanie myśli narracją. Dla mnie imponującą wykładnią
potwierdzającą tezę są tysiące niemożliwych do przeczytania
przez nikogo dzieł filozofów o śmierci filozofii. Poza tym niemal
wszystko.
Krasnoludki odczuły zamieszanie, były na granicy wzburzenia.
Człowiek był nieustabilizowany, pojawiał się i znikał, mruczał.
Poza tym w załóżkowie wpadła kartka papieru, którą starannie
obejrzały. Zwołały naradę, która sprowadziła się do opowiadania krasnoludkowych legend, uzgodniły, że krasnoludki zawsze były i w
związku z tym zawsze będą niezależnie od końców świata i
nowych roków.
Kartkę starannie podzieliły i
rozłożyły wśród nocników po czym przysporzyły się do
medytacji, czyli na prawym lub na lewym boku poszły spać.
Hieronima Korcza zasypało. Trudno
powiedzieć jak dokładnie, ale patrząc na donice na tarasie, na
jakieś 30 cm. Tak czy inaczej fakt zasypania wprawił Hieronima w pomieszany nastrój. Otworzył drzwi żeby zlustrować i
ocenić, mrużąc oczy nieufnie spojrzał na szuflę do odśnieżania,
po czym przeciągnął się i uśmiechnął szeroko. Jakby brał we
władanie tę biel, zasypane ścieżki i tropy na nich kocie i
ptasie, białe niebo i ugięte pod nim krzaki i drzewa. Uśmiechnął
się szeroko, bo było pięknie.
Zamknął starannie drzwi. Podkręcił
ogrzewanie o jeden stopień po czym podszedł do odtwarzacza i
wrzucił na chybił trafił płytę. Nalewając sobie z dzbanka
herbatę usadowił się wygodnie w fotelu, nogi powędrowały jak
zawsze na półki z książkami. Przymknął oczy i dotykając jak
światła dźwięków pomyślał, że może jest szczęśliwy.
* * *
Następnego dnia Hieronim Korcz nadal
był zasypany. Z przyczyn oczywistych, tzn. z nudów rozmyślał nad
wyjątkowością daty 12.12.2012. Nie wymyślił nic ponad to, że
coś go swędzi między lewym okiem a lewym uchem.
Zdegustowany sięgnął do pamięci
zakopanej pod warstwą kurzu w książkach. Okazało się, że dla
świata dzień 12.12.1212, a była to środa, też przeszedł w
zasadzie bez echa, nawet bez czkawki. Niejaki Dawid Wielki Komnen,
twórca Cesarstwa Trapezuntu oddał tego dnia ducha jako mnich Daniel
w jakimś klasztorze po ucieczce do Cesarstwa Łacińskiego. Trudno
jednak ten fakt uznać za potwierdzający wyjątkowość daty, w
ogóle za fakt cokolwiek potwierdzający. Hieronim powiedział: -
Ech. - Po czym poczłapał po szmatkę i wziął się za kurz, ale
bez przekonania i tylko na tych półkach, na których go naruszył.
Żeby nie było widać.
Zapadł się Hieronim Korcz.
Zapadł się w swoje myśli jak do studni, a w niej dudniła zwielokrotniona echem ich nawałnica ogłuszając go jak pluskwę przygniecioną pacnięciem
Boga do własnej dupy. Tak właśnie było. Powodem tego zapadłego
rozpacnięcia się Hieronima było może nie nagłe, ale narastające
przekonanie o swoim nieprzystosowaniu, ogólnym i szczegółowym.
Otóż Hieronim Korcz doszedł był
przed zapadnięciem się w bezdenność do
przeświadczenia, że jest źle. Jesienią było mu za jesiennie,
zimą za mokro i za zimno, wiosną za mało wiosennie i za szaro,
latem za słonecznie, w tłumie za tłoczno, w lesie za gęsto, na
łące zbyt bzycząco, w łóżku nie z tą, albo nie na tym boku, w
pracy to już w ogóle szkoda gadać, na widoku wstydliwie, w ukryciu
depresyjnie, na ziemi za gruntownie, przez powietrza spadał jak kamień, a w wodzie tonął. Wieczorem za
blisko świtu a w południe był już zmęczony i oczekujący
świętego spokoju w pozycji horyzontalnej. Itd. Nie, nie itd. Do tego mgła, kapuśniaczek, chłód, noc po południu, Kaczyński i hołota rządząca krajem, a w zasadzie beznadziejnie haratająca gałę. Teraz itd. Wojny, pożary, powodzie, trzęsienia ziemi i głupia Anka. Itd.
Hieronim Korcz westchnął: - Uch.
Dopił wystygłą zmętniałą herbatę, wstał i poczłapał do
kuchni kroić chleb do kolacji, na którą miał niedojedzony wczoraj
kawałek pieczonej jagnięciny, z lodówki, zimny i jakby oślizły
tym lodówkowym zapachem. Chleb się kruszył. Wtedy postanowił. Postanowił twardo
bezkompromisowo i nieodwołalnie przemyśleć kwestię rzeczywistości
alternatywnych, bo ta w której był zupełnie do niczego się nie nadawała, a
on nie nadawał się do niej. Postanowił. Mimo szczerej odrazy do
tych swoich zwanych procesów.