Chcę wszystkim przyjaciołom znajomym i wszystkim czytelnikom bloga życzyć dziś szampańskiej wspaniałej zabawy, niech Wam świat zawiruje jak na wielkim najcudniejszym balu!
Pragnę także złożyć Wam najlepsze życzenia noworoczne. Trywialnie – żeby Nowy Rok 2011 był o niebo lepszy od poprzedniego. Bądźcie pogodni duchem zapobiegliwi, pracowici, dobrej myśli, pełni nadziei i cierpliwi, a na pewno będzie dobrze albo jeszcze lepiej!
Niech ten rok przyniesie każdemu satysfakcję z realizacji zamierzeń projektów i pragnień ale też pasję radość i rozwój z pokonywania nowych wyzwań!
Hieronim Korcz generalnie nie lubił kąpieli. Niezbyt było mu do gustu siedzieć w wannie i moczyć się we własnym brudzie. Pomimo, że zdawał sobie sprawę jak niewiele zarazków jest zdolne na nim przetrwać.
Dziś jednak Hieronim Korcz spalał kalorie. Wczorajszego wieczora wskazania wagi w łazience wprawiły go w takie osłupienie, że całą noc nie zmrużył oka. Rozważał i analizował dramatyczny problem swojego zmutowanego spęczniałego ciała. No więc dziś Hieronim Korcz spalał te kalorie, aż dym walił oknami. Uznał, że innej rady nie ma, dieta by go zabiła.
W efekcie teraz nie miał siły ustać pod prysznicem i wpadł do wanny. Nie miał siły także z niej wyjść, upuszczał tylko wodę w miarę jak stygła i dopuszczał gorącej.
Czas mijał. Hieronim Korcz z wolna się regenerował i robił coraz bardziej głodny.
Miniony czas świętowania wyzwolił w Hieronimie Korczu szereg zastanowień. W szczególności na temat jego, Hieronima Korcza przewrotności.
Przewrotność doprowadziła go do tego, że stał się człowiekiem upadłym i mimo że wyobrażał sobie siebie jako wańkę wstańkę, po przewrocie szmat czasu nie wracał do rzeczywistości wektoralnej.
Pamiętał jak przemawiał do siebie, jednak plątały mu się myśli, kołowaciał język, ciągle rozumiał siebie na opak i uparcie mylił mu się pion z poziomem. W końcu wyrzekł sakramentalne – Ech, jak nisko upadłeś Hieronimie i dał spokój.
Nawet w tak niezręcznej sytuacji Hieronim Korcz był wobec siebie, i nie tylko, prostolinijny, szczery. Na drugi dzień bardzo bolały go plecy głowa i różne tam jeszcze jego części. Nie miał jednak do nikogo żalu, nawet do siebie, natomiast pił hektolitry soku pomidorowego i pożerał z pasją swoje zasoby aspiryny. Nie był wtedy szczęśliwym człowiekiem.
Adwersarz pewny swego rzekł do Hieronima Korcza – No, i co ma pan teraz na swoja obronę? - Znalazłem rozwiązanie. - odparł Hieronim Korcz sięgając do kieszeni.
- Co tam obrona – pomyślał zaciekle, wyjmując paralizator, gotów do natychmiastowego podstępnego ataku.
Hieronim Korcz nie przypuszczał, że dożyje takiej chwili. W geście sprzeciwu wyrzucił telewizor przez okno na taras. Nic nie pomogło, poza tym uznał że to gest bez sensu i związku więc posprzątał, a koledzy z biura tymczasem prawdopodobnie obsadzali co bardziej intratne stanowiska. Życie toczyło się jakby nigdy nic.
W takiej chwili Hieronim Korcz zaprzestał przypuszczać. Dotąd żył jak żył, nie brał pod uwagę tej kwestii i wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi dożył jednak chwili, której nie wkalkulował w swój życiorys. Teraz stanął na rozdrożu.
Tkwiąc w osłupieniu usiadł sobie na rozdrożu po turecku i siedział, a tymczasem nadeszła rozgwieżdżona noc i zrobiło się chłodno. Mimowolnie zaczął wspominać dzieciństwo, podniósł kołnierz, uronił jedną łzę, a potem głowa opadła mu na pierś i zasnął.
Nikt nie wie czy coś śniło się Hieronimowi Korczowi. Hieronim Korcz także nie wie.
Postanowienie zaprzestania pisania bloga okazało się dla mnie zbyt trudnym w realizacji. Polubiłem te chwile, szczególnie te nadranne przy pierwszej kawie skupione na wyborze i redakcji tekstów do kolejnych postów, na przeglądaniu płyt, wyborze muzyki.
Jak ktoś napisał – blog jest pokręcony i chaotyczny – taki ma być, taki był zamysł u jego początku. Wybór tematów jest podyktowany wyłącznie tym, co mnie w jakiejś chwili frapuje, zaciekawia, zastanawia, porywa.
Mam nadzieję, że budzi to u czytającego czasem zastanowienie, czasem uśmiech, czasami sprzeciw.
Tak, czy inaczej, zdecydowałem pisać bloga dalej. :)
Hieronim Korcz wpatrywał się zdumiony przez kuchenne okno w ogród sąsiadów z naprzeciwka. Otóż w ich ogrodzie stał śniegowy bałwan ulepiony pewnie przez dzieciaki sąsiadów i ów bałwan przypominał bezsprzecznie Hieronima Korcza. W innej sytuacji jego zdumienie sięgnęłoby pewnie zenitu i kto wie czym by się skończyło, jednak w zaistniałych okolicznościach Hieronim Korcz tylko spuścił rolety. Musiał zająć się znacznie poważniejszym problemem, który właśnie los wepchnął mu w ręce.
Hieronim Korcz miał od zawsze dziurę w kalesonach. Służyła mu ona bardzo dobrze do ogrzewania zmarzniętych rąk. Dziś Hieronim Korcz odkrył, że dziura jest dwustronna, czy też obustronna. Wprawiło go to w bezbrzeżne zdziwienie. Właśnie przybył do kuchni zaparzyć herbatę z glutem, tzn z liściem mięty - taka herbata zawsze dobrze inicjowała u niego proces myślenia.
Hieronim Korcz wziął herbatę, udał się do gabinetu, usiadł w ulubionym fotelu, upił łyk i zaczął myśleć. W tym momencie zniknął dla świata na czas nieokreślony.
Hieronim Korcz od jakiegoś czasu walił głową w mur. Może prościej było walić w drzwi ale Hieronim Korcz był mistykiem, walił więc metodycznie, na murze już były jego skrwawione włosy, rysy wszak nie było. Potem zmęczył się, poszedł do łazienki i wystraszył się tego kogoś z zalanymi potem krwią i szaleństwem oczami, tego kogoś w lustrze. W ogóle wydawał się sobie ostatnio jakiś lękliwy, ponieważ jednak był bardzo zajęty waleniem głową w mur, nie miał czasu tego analizować.
Hieronim Korcz zrobił sobie herbatę i postanowił wylizać się nieco z ran przed kolejnym atakiem. Odczuwał gorycz w związku z ogromem swoich porażek. Zjadł kostkę gorzkiej czekolady, nie pomogło, gorycz tkwiła w nim nadal. Nie rozumiał intencji swojego walenia głową w mur. Czuł się jak bokser po dotkliwym nokaucie, jego mózg kulał się w nim ja orzeszek w pustym pudełeczku. Myślenie Hieronimowi Korczowi chwilowo przeszkadzało, uwierało nawet, boleśnie, zatem nie myślał.
Hieronim Korcz zmienił więc kapcie na trampki i chociaż było mu jakoś smutno poszedł kontynuować.