Hieronim Korcz sprawdził stan swojego konta, było na nim 10 €. Był pewien, że wczoraj tej jedynki tam nie było. Przetarł okulary, sprawdził i pomyślał, że chyba został wmieszany w jakąś grubszą aferę. Los go nigdy nie oszczędzał. Postanowił zachować daleko idącą ostrożność, nikomu nie otwierać drzwi, szczególnie o szóstej rano i jakoś przeczekać krytyczną sytuację.
Hieronim Korcz powtarzał sobie z pasją – Co ma być, to będzie. - Ale nawet kiedy robił wieczorny koktail nie dodał do niego tradycyjnej wisienki, żeby jej w to wszystko nie mieszać.
Hieronim Korcz miał przygodę erotyczną z nieznacznie znaną sobie kobietą. W końcu uważał się za mężczyznę. Ponieważ brakowało mu seksu jak kani dżdżu zapomniał się z tym swoim napiętym jak struna libido i pogubił się w końcu całkiem w grze wstępnej, gubiąc okulary i w ogóle z zasięgu wzroku jej strefy erogenne. Nagle ona ryknęła strząsając z twarzy jego pięty – Dzieci to każdy by chciał, ale robić? to nie ma komu!
Hieronim Korcz wyskoczył z łóżka jak pestka ze śliwki i drepcząc w kółko by gdzieś ukryć swoja nagość desperacko konkludował – Pomyłki chodzą po ludziach, tym razem przeszły po mnie.
Hieronima Korcza znowu nie było na liście najseksowniejszych mężczyzn i musiał jak zawsze sam dopisać się na nią.
Akurat w tv leciał reportaż z jakiegoś niedawno zalanego miasta, a w nim wywiad z jednym z zalanych facetów, zdecydowanie mniej seksownym niż on. Hieronim Korcz pomyślał z goryczą – Temu to się powodzi.
Hieronim Korcz zachorował na grypę i był bardzo chory. W zasadzie umierał. Dodatkowo przytłaczała go świadomość, że musi sam siebie pocieszać ponieważ, co oczywiste, nie miał kto tego czynić. Poza tym nie wiedział kto go zaraził, mimo że był pewien podstępnej celowości czyjegoś działania.
Kiedy zimny okład na jego głowie stał się ciepły, a wręcz zaczął parować, Hieronima Korcza olśniła myśl, że jednak zapewne dożyje swojej śmierci. Ta konstatacja przyniosła mu oczekiwana ulgę spokój, a przede wszystkim nadzieję.
Hieronim Korcz wycinał z gazety literki, pisał tradycyjny anonim na szefa. Nieoczekiwanie wycięte litery same ułożyły się w zdanie – Hieronimie, kocham cię.
Hieronim Korcz w zasadzie nie wierzył anonimom ale odłożył nożyczki i uśmiechnął się. Zaraz potem zrozumiał, że zapewne ktoś o nim pomyślał i posikał się ze szczęścia. Był tak wzruszony, że gotów był rozpłakać się, powstrzymała go jednak myśl, że nie płacze się nad rozlanymi sikami.
Hieronima Korcza opadła chwila melancholii. Myślał o tym, że powoli zbliża się jesień, a jego stosunki ochładzają się. Pocieszał się, że w sumie lepsze chłodne stosunki niż żadne.
Potem Hieronim Korcz widząc jak niknie w oczach stwierdził, że jednak chłód nie jest wskazany. W końcu machnął na to ręką mrucząc, że jego wymówki są tak samo dobre jak każde inne bo któż zna je wszystkie wszystkich ludzi?
Hieronim Korcz w zasadzie nie gwałcił, chociaż miał potrzebne ku temu narzędzie. Mało tego, że narzędzie, posiadał także konieczna wiedzę. Niechętnie jednak z niej korzystał, a mógłby – gdyby chciał.
Dodatkowym problemem Hieronima Korcza komplikującym kwestię gwałtu był fakt, że rozsiewał feromony, które rozpalały otoczenie do tego stopnia, iż musiał mieć zawsze w gotowości narzędzie do obrony przed gwałtem.
Hieronim Korcz miał na stopach odciski palców. Na reflektorach przeciwmgielnych miał odciski łokci. Na przedniej szybie były zaznaczone odciski stóp. Na tylnej widniał odcisk pośladków. A może jednego ale wielkiego pośladka.
Na porządku dziennym stanęło pytanie – Jak Hieronim Korcz to zrobił? Ktoś nieśmiało dodał kolejne – Z kim to zrobił?
Hieronim Korcz wracając do domu bezwiednie spojrzał w niebo, na którym jakoś wyjątkowo dużo było gwiazd, mrugających i takich, które nie mrugają – niebo wręcz kipiało nimi. Pomyślał – Acha, to ta Droga Mleczna, niebo gwiaździste nade mną itd...
Hieronim Korcz przeszedł nad tym faktem obojętnie, skupiając się na kałużach przez które brnął, było ich sporo po nocnym deszczu i odbijały się w nich latarnie, mżąc srebrzyście na marszczonych wiatrem taflach mętnej i brudnej wody. Hieronim Korcz żałował, że nie założył był kaloszy.